sobota, 12 listopada 2011

Sandomierskie (po)widoki

AUTOR: Bonifacy Miązek
TYTUŁ: Sandomierskie wirydarze

ROK WYDANIA: 2010


 Mocno liryczny. Ciepły. Nostalgiczny. Takimi epitetami można opatrzyć nowy tomik wierszy księdza Bonifacego Miązka - urodzonego w  Końskich, a związanego przez kilkanaście lat z Sandomierzem z racji studiów w Seminarium Duchownym i późniejszego duszpasterstwa na terenie diecezji.
   Poeta powraca pamięcią na dawne, wydeptane ścieżki i z dużym sentymentem opowiada o tym co już bezpowrotnie minęło, a jednak na trwałe zapisało się w najczulszych rejestrach jego serca. Mówi szeptem, spokojnie, pogodzony ze sobą i z upływającym czasem, co nie odbiera wrażenia silnej tęsknoty i smutku wyczuwalnych niemal  każdej strofie. Zasłużony dla Boga i ludzi kapłan popada w głęboką zadumę, wracając do kluczowych momentów swojego życia i obserwując obecny, jakże inny od zapamiętanego z młodości świat. Wspomina przede wszystkim matkę, która: „ (…) wytrze zmęczenie w fartuch, /uśmiechnie się wilgotnym blaskiem, /rozbiegnie troska po kuchni” (Powrót do domu), zawsze kiedy syn przyjedzie do domu. A on wciąż wraca bo nie może zapomnieć matczynej miłości i ciepła swojej duchowej ojczyzny, bo jak sam mówi: „nie obronisz się przed tym”. Z podobną czułością kreśli obrazy z przeszłości dotyczące lat spędzonych w seminaryjnych murach. Dokładnie, z wielka precyzją wspomina szczegóły zapamiętane z pierwszego dnia pobytu na studiach. Pamięta, że dzień był słonecznych i zakurzony, ze jabłka pachniały, gwar na korytarzach, twarze kolegów, którzy już odeszli do wieczności. Poeta jawi się tu jako kapłan z krwi i kości, spełniony w powołaniu i mimo wszelkich trudności na samotnej drodze, szczęśliwy że odpowiedział kiedyś Bogu „tak”.  Teraz ogląda się wstecz i żałuje, że to już odeszło,  bo: „świat wtedy był wzniosły/ kościołami znaczony, niezmienny i pewny” (Ogród seminaryjny). Ten wewnętrzny cichy bunt i rozczarowanie rozciąga się też na inne obszary życia. Boli go człowiek i ludzka mentalność. Rozpad tradycyjnych wartości, przewartościowanie pojęć, samotność XXI wieku sprawiają, że poeta z nutką goryczy powie: „Kiedy jeszcze ludzie byli jak ludzie” (Kiedy jeszcze…). W tej bezsilności pyta siebie o swoja tożsamość, kim teraz jest, nie mogąc odnaleźć się na pokręconych drogach współczesnego życia. Mimo to, nie traci nadziei i próbuje wskrzesić iskrę dawnego szczęścia: „jednak buduję zielone ogrody / sztucznego słowika wieszam na różowej jabłoni” (Nad Dunajem).
Wśród przedstawianych przez poetę obrazów ważne miejsce zajmują także te traktujące o historii (Oświęcim, grudzień 941 roku, Monte Casino). Wiersze delikatnie ale wymownie kreślą sytuacje sprzed lat. Podmiot liryczny ma świadomość, ze żadne słowa nie oddadzą cierpienia i grozy, ale solidaryzuje się z tymi, co widzieli, co przelewali krew za Ojczyznę, tracili: „ Nie byłem tam. Stąd ten łatwy patos / i te czerwone maki – kiedyś je opiszę” (Monte Cassino).
W tym często gorzkim czasie wspomnień przebłyskują mocnym światłem słowa modlitwy do Maryi i Chrystusa. Dzięki skale zbudowanej z wiary i zaufania poeta kapłan wstaje i idzie dalej, wciąż szukający drogi, bo : „(…) tam czas ślady już po mnie wymiata / A tutaj jestem bezdomny” (Powrót do domu).
Duchowa spowiedź Bonifacego Miązka jest świadectwem dobrego życia i umiłowania piękna. Autor posługując się językiem precyzyjnym, niezwykle barwnym i obrazowym, pełnym różnych kształtów i uczuć, wypowiada siebie i otaczający go świat. Z ufnością można iść za Nim przez sandomierskie wirydarze, i szukać swojego źródła.

0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz