sobota, 5 maja 2012

FOTO - impresje

AUTOR: Tomasz Majzel
TYTUŁ: fotoalbum
WYDAWNICTWO: Stowarzyszenie OFFicyna
ROK WYDANIA: 2009



    Poezja Tomasza Majzela nie była mi dotąd znana. Może to i lepiej bo nie będę porównywać zamieszczonych w tym tomiku tekstów do wcześniejszych, co zawsze przynosi większą przyjemność z lektury i ...świeżość spojrzenia. Mam więc całkowitą carte blanche w spojrzeniu na twórczość autora, bez żadnych uprzedzeń czy upodobań w tej kwestii.

   Fotoalbum przyniósł mi małe zaskoczenie, gdyż spodziewałam się szczerze mówiąc czego innego – jakichś dłuższych impresyjnych obrazków, wspomnień zamkniętych w oku obiektywu, a potem przefiltrowanych przez pryzmat wyobraźni i myśli podmiotu lirycznego. Jest trochę inaczej – co nie znaczy, że gorzej. Większość z przedstawionych wierszy zamyka się w kilku wersach, niczym wyrwanych z kontekstu zdaniach. Nie można na pewno odmawiać im wartości artystycznej, ponieważ te mini scenki, ascetyczne formalnie ale bogate treściowo, budują efektywny pejzaż. Składa się on z dwóch części rozpiętych między wspomnieniem, a tym co dzieje się „tu i teraz”. To co aktualnie rozgrywa się w czasoprzestrzeni bohatera tych tekstów wymyka się całkowicie spod kontroli i rodzi ból, którego nie można ukoić. Rzeczywistość przerasta swoim ogromem znaczeń i podtekstów jednostkę uwikłaną w trudną codzienność. Większość sytuacji zobrazowanych w Fotoalbumie dzieje się w mieście, w miejscach niedoprecyzowanych pod względem topograficznym, a przez to bardziej tajemniczych. W pierwszej części zbiorku zatytułowanym wiersze z Polic, wiemy że to o czym czytamy ma miejsce właśnie tam i tyle. Dalej przewijają się w migawkowych ujęciach sceny ze spaceru po uliczkach i zakamarkach miasta. Podmiot liryczny – przechodzień – przygląda się bacznie temu co dzieje się wokół niego i pilnie rejestruje zaobserwowane obrazy. Przekaz nie ogranicza się jednak do odmalowania tego realistycznego „przedstawienia” ale zamienia się w filozoficzne deliberacje. Dwa światy realny i metafizyczny ścierają się ze sobą boleśnie, gdyż nie przystają do siebie w ogóle, a podmiot szarpie się z interpretacją swojego człowieczeństwa względem świata. Takie pojmowanie przestrzeni odbija się w przekazie formalnym tekstu, dlatego też tak mało treści powiedzianej a więcej treści myślanej, rodzącej nowe rzeczywistości. W białych plamach, miejscach jak gdyby rozdartych na części kryje się sens tego, co poeta chce przekazać. Rozwarstwiona sceneria miasta wprowadza w kafkowski nastrój, rodzi szare, puste przestrzenie, pełne ciszy i samotności. A w tych właśnie miejscach usiłuje się rodzić w wielkich bólach myśl, mająca pomóc zrozumieć to co niezrozumiałe, to co wymyka się wszelkim klasyfikacjom i schematom. Czytając kolejne teksty można dojść do wniosku, że co chwila przeciwstawiane są sobie całość i fragment, jednostka i całość -

to wszystko co tak i to wszystko co nie
Wysławialne
Niewysławiane

to co w całości i to co we fragmencie (który sam w sobie jest przecież całością)

(Każdy ruch ciała i powietrza)

Najgłębsze myśli, pragnienia czy obawy rodzą się albo budzą pod wpływem zewnętrznych impulsów takich jak podmuch wiatru, jakiś dźwięk, liście, promienie słońca. Podmiot liryczny oprócz tego, że wspomina odległe sytuacje, szuka też tego co nowe, czego dotąd nie poznał. Próbuje ułożyć sobie odpowiedzi na nękające go pytania o istotę sensu istnienia

w swej nieomylności Stworzyłeś doskonałe
wieczne i niezmienne poczucie niedoskonałości

i kiedy patrze i kiedy niedoprecyzowany
wszechmiobecne

(Spacer IV)


Znaczenia i spostrzeżenia falują więc jak na amplitudzie, zmieniając się w zależności od spojrzenia czy konktretnej myśli. W tym zagmatwaniu widać jednak, że nasz czuły obserwator po cichu, ze spokojem godzi się na te dysonanse i o dziwo znajduje spokój i ład mimo pozornego nieładu.

Drugączęść zbiorku stanowią zamyślenia nad tym co minęło bezpowrotnie, przemawiając teraz z fotografii okrytej mgłą niepamięci. Tutaj jednak można dostrzec, że obrazy z przeszłości i dawny obraz „ja” został uporządkowany. Bohater panuje nad tym co zamknięte w czasie, bo to już się nie zmienia – zostało zamknięte w barwie i danej chwili – trwa. Z wertowanych jego dłonią fotografii bije też jakaś radość i wewnętrzny pokój: I cisza i mrok i świeże powietrze po deszczu

są jak słowa do uczestniczących we mszy wiernych...

(Fotoalbum 2)

   I tak można by jeszcze dalej rozsnuwać opowieści odkrywane z każdą nową kartką poetyckiego albumu Majzela. Jest jeszcze częsć trzecia Świty i zmierzchy, ale zostawię jej ogląd bez żadnego komentarza, aby nie rozjaśniać i nie zaciemniać jej przekazu.  Ten rekonesans wystarczy jednak do zaprezentowania ogólnego zarysu jego tomiku, naszkicowania klimatu, w którym partycypuje bohater liryczny. Cóż, jest to książka dla tych, co szukają w poezji miejsc na swoje zdanie i swoje myśli. Wiersze te domagają się dookreślenia, dopasowania do swojego życia i nadania im wyjątkowego biegu. Stąd te pointy otwarte na interpretację, zachęcające do udania się w kolejną niezapomnianą podroż, tym razem w całkowitej samotności. W podroż, podczas której będzie można wypełnić fotografiami własny Fotoalbum.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz