niedziela, 30 grudnia 2012

Pędzlem i piórem - Anna Błachucka

 AUTOR: Anna Błachucka

TYTUŁ: Piać do podświadomości
ROK WYDANIA: 2012

Anna Błachucka, animatorka kultury, poetka i prozaiczka, po raz kolejny zwraca się do czytelnika z ciekawą i oryginalną propozycją literacką. Poruszona kolażami artysty Jerzego Świątkowskiego, zaczęła prowadzić z nim interesujący dialog barwy i słowa. Często idealnie odwzorowując myśli malarza innym razem modyfikując j przekaz, co w finalnym efekcie stworzyło
jeden, ale mieniący się wieloma odcieniami pejzaż serca i myśli poetki.

   Podzielony na trzy części zbiorek zaprasza do wędrówki po trzech rożnych obszarach poetyckiego traktu. Na pierwszych stronach zapoznajemy się z sonetami umieszczonymi w cyklu „Zwierzęta mówią”. Wiersze te w swym wyrazie są najmocniej groteskowe i prześmiewcze, co idealnie odbija się w lustrach kolaży. Zamysłem autorki stało się ukazanie zdziczenia ludzi i ich obyczajów, przedstawienia ich przywar i słabości w krzywym zwierciadle. Frazy pełne są więc krowich porykiwań, byczej energii i furii, stukotu dziczych nóg i lisiej przebiegłości. W tą zataczającą coraz szersze kręgi błazeńską, rozzuchwaloną klikę wkracza dumnie „ptak w ogniu kolorów”, obrazujący człowieka „wyhodowanego” na potrzeby innych, bezwolnego i pustego w środku. To mocna i barwna kropka nad przysłowiowym „i”, dobre spointowanie cyklu .
Następne sonety objęte sugestywnym tytułem „W matni” ukazują istną degrengoladę, rozpad wartości, relatywizm w postrzeganiu świata oraz w wyznaczaniu granic dobra i zła, ból i rozpacz pogrążającego się w beznadziei współczesnego człowieka. Oprócz tego wersy krzyczą poranioną miłością, samotnością, głosem człowieka będącego pod wpływem używek. Wszystko wokół opływa nudą, jak przypalony tłuszcz zostawia brudne ślady i smużkę ciągnącego się smrodu. Ludzie zaspakajają swoje potrzeby wszelakimi substytutami, nakładają tysiące rożnych masek, a na domiar złego komunikacja międzyludzka mocno kuleje: „dziś do kolacji razem nie siądziemy, / wiem, że zrozumiesz – takie drogie loty! / Na świat przez ekran gapić się będziemy” (Sonet wieczorny).
Poetka nie pozostawia jednak nikogo bez nadziei na lepsze jutro. W ostatniej części tomiku „W stronę nadziei” wskazuje miejsca, gdzie jeszcze tli się płomień prawdy, gdzie można szukać ratunku. Człowiek znajduje swój azyl m,in w modlitwie: „Matko! Zażegnaj mój lęk i niepewność”.(Sonet osaczony). Sonet ten jest w swojej wymowie bardzo „jasny”, niesie pokój i daje światło, które rozbłyska również w tekstach gdzie pojawiają się Anioły, niebiescy pocieszyciele śpieszący na ziemię do tych, co już nie widzą sensu życia, bo: „On wie, co będzie kiedy myśli zginą. / więc przywołuje Jakuba z drabiną” (Sonet na śmierć złotej myśli).
Takim antidotum jest także Miłość, ta ludzka, która mimo wszystko trwa i wyrywa się ze schematów, twardych reguł gry. Za nią podąża Poezja z umiejętnością zmieniania świata, upiększania tego co jeszcze nie takie, jak być powinno. Poeci śpieszą do ludzi jak Aniołowie z Dobrą Nowiną i każdy z nich, jeśli się postara :”Przeraźliwym pianiem / reanimuje w człowieku – świtanie”(Sonet świadomy).

   Myślę, że Poetce bez dwóch zdań udało się nakierować maszt statku, jakim jest Życie, na dobry kurs. „Piać do podświadomości” w dzisiejszych czasach jest nader trudno, ale głos niektórych może skutecznie (p)obudzić człowieka do życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz