niedziela, 30 grudnia 2012

Rozważania o (nie)wierze


AUTOR: Justyna Fruzińska
TYTUŁ: Wiesz dobrze czego się boimy,
WYDAWNICTWO: Stowarzyszenie Literackie im. K.K.Baczyńskiego
ROK WYDANIA: 2010




    Tom poetycki Justyny Fruzińskiej tkany jest z materii słownej niezwykle delikatnej .  Subtelność słowa nie odbiera jednak żadnemu z tekstów dramaturgii, i już na początku należy zaznaczyć, iż jest to lektura wymagająca skupienia i dłuższych przemyśliwań.
    Tytułowe „wiesz dobrze czego się boimy” antycypuje profil osoby adresata, do którego podmiot liryczny zwraca się w liczbie mnogiej, wpisując siebie w określoną zbiorowość ludzi związanych podobnymi słabościami, lękami etc.   Początkowa myśl, iż chodzi o Boga  weryfikuje się w kolejnych lirykach, gdzie bohaterka Fruzińskiej będzie zmagała się z własną wiarą, pytaniami stawianymi sobie i Stwórcy, z cierpieniem i samotnością. Jest to dramatyczna spowiedź, intymne wołanie za Jezusem i różne próby konfrontacji  najgłębszego „ja” z Tym, od którego dawno się odeszło. Ale czy naprawdę?
Czasem tęsknię. za frasobliwym
Kawałkiem drzewa
Które było moje
Ciepłe dobre znane (***)

  Wahanie podmiotu odzwierciedla się w ciągłym balansowaniu na granicy dobra i zła, strachu i pragnieniu pokoju, i w końcu wierze i niewierze.  Te wewnętrzne zmagania  człowieka wyrażające się w bolesnej eksploracji przeszłości i dotykaniu tego co święte, transcendentne tylko przez zimną szybę niosą ogromny ból szarpiący dusze bohaterki. Jest to ból nie do wytrzymania, bo pozostawia swoją ofiarę w sytuacjach krańcowych, czyni spustoszenia na sercu, a ran nic nie zabliźnia. Przeciwnie. Są one wciąż rozdrapywane i podmiot świadomie zanurza się w nie, aby jeszcze raz popatrzeć, choć to podpatrywanie nie daje ukojenia.
Eli Eli lama azawtani
Nie mogłeś ugodzić celniej
Wiesz dobrze czego się boimy
My ateiści (Psalm. Dawidowy)

   Oprócz tęsknoty wynikającej z tego wchodzenia na grząskie tereny własnego „ja” jeszcze nie ukształtowanego w pełni do przyjęcia nowej roli „ja” niewierzącego, ateisty, pojawia się droczenie z Bogiem, wręcz drwienie sobie z Jego zabiegów i starań o nawrócenie zagubionej owieczki. Strach uciekającej jest tym większy, gdyż wynika ze świadomości swojego zagubienia i słabości, oraz z faktu bliskiej obecności Boga. Co więcej, podmiot wie, że grzeszy, czuje się winny, że nie potrafi na nowo zawierzyć, choć miejsce pozostałe po Tym, który  dawał sens i prowadził zieje rozpaczą i pustką.
    Do połowy jest to lektura niezwykle frapująca i nie nużąca, co ważne. Z przyjemnością smakuje się kolejne wiersze, dzieli na części i analizuje. Wyczuwalne jest nieustanne pulsowanie emocji i wzrastające napięcie, co autorce udaje się osiągnąć m.in. dzięki umiejętnemu budowaniu nastroju poprzez krótkie zwięzłe słowne komunikaty, ale semantycznie bogate, celnie spointowane. Dodać do tego należy ciekawe metafory – nie jest ich dużo, ale efektownie skonstruowane wpływają na  estetyczną trafność wypowiedzi.
    Szkoda, że w wierszach słabszych brakuje już tego nerwu drżącego w każdym wersie, szarpiącego za serce. Autorka jakby odchodzi od przyjętej na początku struktury poetyckiej wypowiedzi, przez co zwarty do pewnego czasu obraz powoli rozpada się i główny nurt lirycznej opowieści rozpływa w  liczne rozgałęzienia.  Mocna w wyrazie i intymna modlitwa, można by rzec -  odważne spoglądanie Bogu w oczy, słabnie. Niby mówi się o tym samym, ale   z innej perspektywy. Kolejne wypowiedzi stają się dygresyjnymi wycieczkami od epicentrum rozważań; Bóg jako adresat nie pojawia się już tak często, na rzecz wspominania o Nim w sposób pośredni. Podmiot drąży swoje wnętrze, ale nie kieruje już monologów do Stwórcy,  zdaje się odsuwać na bok w zwątpieniu, użalać nad sobą i  ogólną kondycją człowieka. Jednym słowem ogień uczuć, emocji pulsujących na początku, stopniowo wypala się i po lekturze odczuwalny jest  pewien niedosyt, że to nie tak miało być, że inaczej.
    Ale, ale…nie można narzekać, gdyż debiutancka książka Fruzińskiej jest ogólnie bardzo dobra. Autorka pokazała na co ją stać; zgrabnie porusza się w materii słowa, zaskakuje trafnością skojarzeń, budowaniem zwięzłych wypowiedzi będących prawdziwym wulkanem wzruszenia. Nie nadużywa metafor, unika dłużyzn i nie pozwala się nudzić. A te mielizny, na które zaprowadziła nas na końcu poetyckiej  wędrówki można jej śmiało wybaczyć, bo jestem pewna, że wartki strumień emocji towarzyszący nam od pierwszego wersu z czasem dotrze i tam.    




                               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz