niedziela, 30 grudnia 2012

Tajemniczy płacz czajki


AUTOR: Elżbieta Musiał
TYTUŁ: Płacz czajki
WYDAWNICTWO: Oficyna Wydawnicza "STON 2"
ROK WYDANIA: 2009



   Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z poezją Elżbiety Musiał, byłam już pewna, że do niej wrócę. Zauroczył mnie wtedy wiersz pt. :Ono”, traktujący o słowie, tajemnicy spotkania, nie dającej się zwerbalizować, i czymś jeszcze czego wyrazić nie mogłam. To właśnie Słowo, które „ujrzało siebie. I nas. Pierwsze wejrzenie jednak / nie sprostało sobie”, stanowi o oryginalności poezji autorki.  Za jego pomocą stara się przekazać swoje odczuwanie świata, buduje  na nim efektywne konstelacje znaczeń, arcyciekawe metafory, i prowadzi z tej szlachetnie utkanej materii języka w głąb wiersza, w głąb siebie.
   Droga tego poetyckiego traktu nie jest gładka, ale nieprzewidywalna,  z każdym wersem zaskakuje i przynosi jakieś novum. Jak może być inaczej kiedy podmiot liryczny mówi o sobie;
Co mogę wziąć z dnia, który już przy mnie
ja,  skazana na róże
 której ofiarowano horyzont
nie dając perspektyw.   (Skazana na różę)

    Nie może pomieścić się w ramach zastanej rzeczywistości, „wierci się”, i wciąż szuka swojego miejsca oraz odpowiedzi na niepokojące pytania. Otrzymujemy obraz człowieka rozchwianego, balansującego nieustannie między mistyką a materią. Tego, co bierze się „za bary”, z tym co go przerasta i dręczy, starającego się skrupulatnie sławo za słowem, obraz za obrazem oswajać niezrozumianą przestrzeń. Miejsce poszukiwań staje się punktem ścierania dwóch racji, sprzecznych pojęć – „ponieważ w wersie niedostatek chwili / ponieważ doskonałość rany”. Takie dysonanse stanowią o istocie tego tomiku, konotują rzeczywistość naddaną, każącą nam raz po raz doszukiwać się drugiego dna w każdym niemal sformułowaniu. Frazy otwierają się kosmosem, ogromną przestrzenią, wielością znaczeń, aby za chwilę złączyć się w jednym kontrapunkcie, małym szczególiku kryjącym w sobie rzecz najważniejszą, najbardziej przez podmiot pożądaną:

 wszystkie strony świata trwają tam
gdzie zostały postawione; pośród nich
to szczeliny najszerzej otwierają ramiona. (Sfumato, albo nienapisane miejsca).

   Jak się okazuje próby nazywania uczuć, sytuacji, tajemnic natury  nie zadawalają, bo zawsze pozostaje puste miejsce, pewien niedosyt, jakiego nic nie jest w tanie wypełnić:

Gdy na liść pada światło,
Jest czystym światłem pokarmu.
Lecz zaledwie częścią siebie jest –
                          Co przeniknęło liść. (***Boję się otwierać)

   Z tej ciągłej pogoni  i poszukiwań względnego ładu, próby uporządkowania pojęć i rzeczy,  rodzi się lęk, trudne doświadczenie egzystencjalnego bólu. Na szczęście bohater tego tomu nie nurza się w nim do zatracenia, ale stara uchwycić najmniejsze przebłyski światła. Odnajduje je w swoim człowieczeństwie: „I co rusz wolna wola jest z wami. / I ze mną. / Czego tu jeszcze chcieć? (Zielone światło);  czy w urokach życia – kiedy zdaje się krzyczeć Eviva l’arte każdym wersem z cyklu „Wiersze z dolin”:

Mój oddech wyrasta z powietrza.
Z niego jestem. Jego drzewem jestem,
Jego mówiącym wróblem. Ja, pragnienie jego kołyski.
                                               Zawierzyłam przestworzom ;
w tych objęciach najłatwiej skryć niejasną obecność. (Oto moja dolina).

   Radość przynosi także praca, choćby taka prozaiczna czynność, jak grabienie liści w ogrodzie: „Obmywa rzetelnie szare bruzdy / dni przeszłych”. Na podstawie tego tekstu widać dokładnie, jak bardzo ważna jest warstwa temporalna w zbiorku Elżbiety Musiał, i jak determinuje przesłanie kolejnych wierszy. To o czym się tutaj mówi zanurzone jest w czasie przeszłym i przyszłym, w sferze realnej i naddanej. Podmiot liryczny próbując opisać zależności i prawidła czasu wchodzi do labiryntu, z którego nie ma wyjścia. Widać to szczególnie w drugiej części tomu, w poemacie „na śmierć zegarka przejechanego zimą przez samochód”. Impulsem do snucia refleksji nad istotą czasu, przemijania,  sensu życia, staje się zegarek zgubiony przez kobietę. Pojawia się tutaj konfrontacja – przedmiot martwy i trwanie, materia i metafizyka. Mimo straconego zegarka czas płynie, nie zmienia się, nie zatrzymuje. Wszytko „dzieje się” według ustalonych prawideł, zadziwia swoją precyzyjnością i wielowymiarowością. Człowiek mimo tego próbuje wpisać siebie i to co go otacza, kulturę, tradycję, religię w czas pojmowany linearnie, broniąc się przed ulotnością życia.

A oni z zegarkiem w ręku
Wciąż kreślą te swoje linie
                                                   pajęcze
W niepozbawionej logiki geometrii

   Wiersze Elżbiety Musiał nie są na pewno spokojne, płyną rwącym nurtem tasującym w  sobie masę znaczeń, (prze)błysków, niedopowiedzeń. Wymagają uważnego czytelnika, który nie zrazi się miejscowym hermetyzmem tekstów autorki. Pod tą z pozoru „trudną” warstwą leksykalną tkwi tajemnica, dla jakiej warto poświęcić chwilę czujniejszej uwagi.  Tam już jest tylko piękno, światło i radość, przerywane tylko czasem tęsknym płaczem czajki.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz