niedziela, 30 grudnia 2012

U-kołysane wierszem

AUTOR: Barbara Kocela
TYTUŁ: Panaceum
WYDAWNICTWO: Oficyna Wydawnicza "STON 2"
ROK WYDANIA: 2010

   Barbara Kocela, z zawodu lekarz okulista a z pasji specjalista od czułych rejestrów poetyckiej mowy. Związana od lat sześciu z klubem literackim Irys poetka swoje wiersze publikowała m.in. w Radostowej, Akancie czy Eskulapie Świętokrzyskim zbierając przy okazji laury w kolejnych konkursach.
Kilka miesięcy temu ukazał się poetycki zbiorek „Panaceum”, w którym autorka podała czytelnikowi w skondensowanej formie próbkę swojej dotychczasowej twórczości. Na podstawie tych kilkudziesięciu liryków można zdecydowanie stwierdzić, że jest to lektura nie jednorazowa, bo każdy fragment z tej poetyckiej układanki może przybierać różne kształty i barwy, w zależności od kontekstu w jakim będziemy go rozpatrywać. Nie ma tu sztampowych rozwiązań artystycznych, klisz, dysonansów, gdyż nawet proste, odarte z wszelkich ozdobników zdania, łączą się w ciekawe konstelacje znaczeń. Snując się z wolna opowiadają (nie)zwykłe ludzkie historie, stając się niepostrzeżenie baśnią łagodzącą to co boli i niepokoi podmiot liryczny. Wyczuwa się wiec co chwila podskórne pulsowanie strachu smutku, zagubienia, jednak żadne z tych destruktywnych uczuć nie wydostaje się w pełni na zewnątrz. Usypiane poetyckim zaklęciem nie są tak groźne, i nie przesłaniają nadziei, bo przecież: Na końcu świata / tańczą zielone storczyki / i mieszka pewność / na przekór ironii losu. Przygnębiającym myślom mówi się tutaj „nie” , szukając światła i spokoju w obecności drugiego człowieka przyjaźni, marzeniach. Mocno rozciągana wyobraźnia bohaterki wierszy, penetracja minionych chwil, odciskanie śladów na drogach już niegdyś przebytych – przynoszą to ukojenie. I choć czasem wersy łkają nieugaszoną emocją: „zgubiona / w galopie przemijania /odkłada czas na później to tylko po to, aby za moment tym czule roz-kołysać się w kolejnych ciepłych i radosnych frazach.
Apogeum zwątpienia pojawia się dopiero w trzeciej części tomiku Metrum, gdzie ugładzona dotąd tkankę wiersza, rozrywają przerażające obrazy wojen, głodnych dzieci, zagubionych na dworcu w Odessie sierot, co : w śmietnikach / zamieniają marzenia / na chleb. Idąc dalej dotkniemy tęsknoty żony za mężem pracującym ciężko na chleb poza granicami kraju, i pochylimy się raz jeszcze nad losem więźniów obozów koncentracyjnych. Kropką nad „i” są rozważania na temat życia – sprowadzonego tutaj jedynie do ciała, kodów genetycznych, rytmu serca: zegar biologiczny / odmierza czas / snu i czuwania. A uczucie ukazane w dwóch pierwszych częściach zbiorku Panaceum i Spotkania) jako coś wysublimowanego, uwznioślającego człowieka, teraz sprowadzone zostało do wzorów i chemicznych reakcji.
   Autorka nie zostawia jednak czytelnika z tą smutną rzeczywistością sam na sam, wskazując na panaceum, mające moc uodpornienia na nieuchronnie szerzące się zło. To antidotum przybiera tu różne formy ale chyba tą najdoskonalszą jest miłość, która choć nienazwana ani razu bezpośrednio¸ przenika przez wszystkie wersy, nakreślone z czułością i dużym życiowym doświadczeniem.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz