niedziela, 30 grudnia 2012

W drodze do Pampeluny


AUTOR: Katarzyna Krenz
TYTUŁ: Królowa pszczół
WYDAWNICTWO: Literackie
ROK WYDANIA: 2011

 
                                              

    Do recenzji nowej książki Katarzyny Krenz skłonił mnie krótki opis fabuły na stronie wydawnictwa. Tournee po Europie amatorskiego zespołu teatralnego, czas prób i życiowych doświadczeń, a w to wszystko wplecione uczucia, ciekawe przygody i garść ogólnoludzkich refleksji. Prawda, że zapowiada się ciekawie? I do tego wyjątkowy smaczek nadają jeszcze fragmenty z Życia pszczół Maurice’a Materlincka, zaczynające każdą z czterech części książki. Skłamałabym mówiąc, że nie zwróciłam uwagi także na intrygującą okładkę, na której mamy zabawnego arlekina stojącego obok wielkiej białej walizki. Łącząc więc wrażenia wizualne ze słowem, pomyślałam, że z tą książką nudzić raczej się nie powinnam.   
    W podróż do Pampeluny z przygotowywanym sumiennie występem jedzie grupka ludzi w różnym wieku i o różnym statusie społecznym. Helena, pracowniczka Domu Kultury w Olsztynie, będąca pomysłodawca tego wydarzenia, jej  były mężczyzna Stefan Kiessling, przyjaciółka Alicja, młoda zbuntowana obcięta „na zapałkę Marta Salińska, chadzający swoimi drogami fotograf Hugo Banaś, studentka psychologii Roksana, Lena - córka wędrownych aktorów, Łukasz – student muzyki, profesor Franciszek Górczyński - samotnik i Rita – pół Polka pół Rosjanka  „o wiecznie zmartwionym wyrazie twarzy”.  Oczywiście to nie wszystkie postaci, ale dzięki takiemu przedstawieniu można zauważyć, że każdy jest z przysłowiowej „innej parafii”.  Wyruszają w trasę z jakimś mniej lub bardziej ważnym problemem, z bagażem własnych doświadczeń, próbując coś zmienić  swoim życiu, poukładać, zrozumieć. Tworzą się pary, zawiązują przyjaźnie, dają o sobie znać dawne uczucia. Łukasz przejeżdża kawał świata, aby dojrzeć do podjęcia wiążącej decyzji w jego związku z Mayą, Franciszek zakochany w samotności, rozbija swoje sztywne zasady i staje się zupełnie nowym człowiekiem, Helena walcząca podczas trasy o dawne uczucie do Kiesslinga, odnajduje poszukiwany od dawna spokój w  ramionach innego mężczyzny. I tak każda z postaci staje się wraz ze swoim małym światem ważnym elementem układanki, którą z pasją układa autorka, fundując czytelnikowi niemałe emocje.
    Wśród wartkich dialogów, opisów i zmieniających się w migawkowych obrazkach twarzy snują się także sennie słowa -  bardzo ważne, będące projekcją myśli, wyciąganych wniosków z danych sytuacji. Można powiedzieć -  taki mentalny antrakt, w sam raz na przemyślenie przeczytanej do tej pory treści:
Taka podróż to tylko złudzenie zmiany, pomyślała Rita. Zmiana miejsca, zwiększony dystans do rzeczywistości, garść nowych wrażeń, nic więcej. Zanim się obejrzymy, wszystko znów będzie jak dawniej (s. 89).
    Podobnych przerywników trochę jest, co pozwala czytelnikowi zagłębić się w daną postać i na moment odetchnąć. Bo lektura nie jest wcale łatwa z tego względu, że dotyka najintymniejszych spraw ludzkich w taki sposób, że człowiek mimowolnie staje się mocno zaangażowanym uczestnikiem przedstawianych zdarzeń. Ja odbierałam większość obrazów w szarościach i powolnym przesuwaniu się do przodu. Autobus – życie, szyba nasze słabości i lęki a za nią wolność, inny świat  tak można sobie ewokować wyobrażaną rzeczywistość.  Zabrakło tutaj jednak zdecydowanie akcji, na rzecz rozbuchanej psychologizacji. Praktycznie cała lektura ogranicza się do jazdy i snucia ciężkich życiowych przemyśleń. I pointa nie przynosi wytchnienia, bo autorka podała ją na początku, co według mnie wnosi nieład i jakiś niepokój. Także niespokojnie i duszno jest do samego końca. Dopiero po ostatniej kropce można zrozumieć pierwsze strony, z których treści niestety już się niewiele pamięta.  Ale zawsze można wrócić i dopisać zakończenie do life story każdego z bohaterów.

I jeszcze tytuł. Na pewno bardzo ratuje w zrozumieniu go wywiad z autorką zamieszczony na Strobie Wydawnictwa Literackiego, jednak można po głębszych przemyśleniach dojść do chociażby zbliżonych porównań.  A mianowicie tytułowa Królowa Pszczół to Europa, unia wspólnota. To co łączy ludzi, narzuca im określone zadania, rozdaje role, „tasuje” i rzuca w różne miejsca. Ludzie to właśnie pszczeli rój, a w ulu jak to w  ulu, oprócz tego że gwarno to jednak panują żelazne zasady i harmonia.  Autorka chciała więc przez to powiedzieć, iż wszystko co spotyka człowieka ma sens, jakieś swoje przeznaczenie i głębię.
    Ogólnie jest to lektura dobra z ciekawym fabularnym konceptem. Napisana sprawnym i barwnym językiem, z „szerokim marginesem”, za którym zapisywane są zdania perełki zapadające w pamięć uważniejszym i wrażliwszym czytelnikom. I mimo, że autorka mówi nam o zwykłej ludzkiej codzienności, bez fajerwerków i ozdobników, nie popadła w sztampowość.  Także można pokusić się o stwierdzenie, że wśród wielu podobnych książek podejmujących wątki egzystencjalne, tę można okrzyknąć mianem królowej. Ze względu na pomysł i poezję.

Katarzyna Krenz, Królowa pszczół, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz