czwartek, 9 stycznia 2014

Powrót Dyzmy




   
Na rynku wydawniczym, nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się niedawno nowa książka Lesława Furmagi - rybaka, żeglarza i pedagoga, ale i autora kilku powieści, książek dla dzieci,  słuchowisk i scenariuszy, wielokrotnie nagradzanego za pracę na literackiej niwie.  Upadek Nikodema Dyzmy jest zapewne dużą niespodzianką dla wielbicieli sławnego Nikosia, karierowicza i parweniusza, potrafiącego dzięki swojemu sprytowi i pomyślnemu splotowi wydarzeń, wspiąć się na szczyt politycznej władzy i całkiem dobrze „ustawić” się na drabinie państwowych hierarchów.

    Mamy więc możliwość śledzić dalsze perypetie byłego prezesa Banku Zbożowego, próbującego niegdyś egzystować  w Polsce ujętej w ramach sanackiej rzeczywistości. Teraz Furmaga wrzuca swojego bohatera  w wir rozpędzonej historii, naznaczonej piętnem zbliżającej sie II wojny światowej. Wyciągnięty z więzienia przez Wojskową Patriotyczną Radę Realną, za rzekomy udział w   morderstwie na swoim dawnym szefie Józefie Boczku, zostaje postawiony w stan najwyższej gotowości. Za objęcie posady głowy państwa  musi wyprowadzić  Polskę z kleszczy  zagłady, w jakie miały je zacisnąć niebawem dwa mocarstwa – Niemcy na Zachodzie i Rosja na wschodzie. Mógł to zrobić tylko drogą uważnej i przemyślanej dyplomacji, której efektem miało być oddanie Hitlerowi Gdańska i szerokiego korytarza do Prus Wschodnich oraz umożliwienie jego wojskom przemarszu na tereny Rosji. Hitler potrzebował sojusznika wolnego lub… zniewolonego  i widział go w oczywiście w Polsce, a do Dyzmy należała odpowiedź – czy walczymy do końca, do ostatniej kropli krwi z honorem, jak tego chce większość narodu i elit, czy tak jak od niedawna zarządzający krajem ludzie pokroju pułkownika Ryszarda Przewrota Żagwy Romanowskiego. Także biedny Dyzma nieświadomy do końca swojego zadania stanął przed wielkim, brzemiennym w konsekwencje wyborem – honor i patriotyzm czy wolna Polska, zdrada stanu czy zdrada tradycji, ideałów i Polaków gotowych do bohaterskiego narodowego zrywu.  Upadł gabinet, wojna nadciągała a losy Polski kołysały się dużym znakiem zapytania nad rzeszą ludzkich istnień. Osobą, mająca moc wybawić ją z tego letargu miał być Dyzma, przed którym teraz trzaskano obcasami, kłaniano się w pas i podziwiano. Zrehabilitowany w jedną chwilę  miał walczyć zaciekle o Rzeczpospolitą – dygnitarz, szczęściarz, człowiek z charyzmą. Od tego momentu fabuła nabiera rumieńców, pędzi, a jeśli zwalnia biegu,  to tylko po to, aby zabawić czytelnika jakąś miłosną historyjką,  choćby  o światku warszawskich prostytutek, z których usług nasz bohater  chętnie wcześniej korzystał. Kiedy życiowa sytuacja zmusiła go do dyskrecji  i powagi, jego przyboczna świta zorganizowała mu akcję pn. Relax, polegającą na cichym zapewnieniu uciech miłosnych prezydentowi.  Wątek ten jest nad wyraz komiczny, gdyż oprócz zabawnych sytuacji graniczy z absurdem, wyrażającym się w ukazaniu rozwiązłych kobiet, jako bezmyślnych, w ogóle nie orientujących się w życiu. Takiego pokroju niewiastą   była właśnie Mańka Barcik, kobieta z gminu, z jaką połączyła  niegdyś Dyzmę krótka miłosna przygoda w warszawskim hotelu oraz jak się później okazało… wielka miłość, początkowo odrzucana i lekceważona, mimo stałych zapewnień kobiety: „bo ja ciebie kocham, Nikodem”. Gdy kobieta dowiedziała się o nowej funkcji społecznej swojego kochanka: „zaczęła rozpytywać, kto to taki -  prezydent”.  Na co w odpowiedzi od współtowarzyszki z celi, prostytutki, usłyszała:  - A to król jest, wiesz, ty głupia? Także komizm słowny, sytuacyjny misterną nicią oplata ważką przecież fabułę, ubarwia dialogi i rozbija napięcie. Tym podobnych wątków jest kilka a każdy z nich wyraźnie naszkicowany i z co ważne, konceptem. Rozbraja np. postać profesora Rawy Michalewskeiego, odsiadującego wyrok za zabójstwo w afekcie, swojej żony przyłapanej na zdradzie. Aby odpokutować swój haniebny, jak potem stwierdził czyn, prosi przyjaciela, współtowarzysza więziennej niedoli, Dyzmę, o zorganizowanie akcji, podczas której będzie mógł się oczyścić. Ten z wielkim bólem wysyła swojego doradcę na misję pod kryptonimem „Mesalina”, polegającą na próbie rozbicia muru starego monastyru w Taszkiencie – miejscu przechowywania przez Sowietów tajnej dokumentacji dotyczącej broni nowej generacji. Czy stanie na wysokości zadania?
W takiej atmosferze ciągłych intryg, dyplomacyjnych planów i  miłosnych przygód Nikodem Dyzma rządzi krajem, a los mu sprzyja na każdym kroku. Mówi mądrze, ale głosem swoich doradców, ratuje kraj, ale dzięki ich pomysłom. Pierwsze co robi po objęciu władzy, to ściąga wysłanego niegdyś przez niego za granicę Leona Kunickiego, oraz ograbionego z dóbr materialnych (majątek Komorowo) i dóbr osobistych (żona Nina). Przedstawia mu fałszywy obraz tamtej sytuacji, zasłaniając się względami politycznymi, obiecując mu gratyfikacje za doznane krzywdy. Kunicki chowa urazy do kieszeni,kiedy rysuje mu się przed oczyma wyobraźni perspektywa zarobienia masy pieniążków i w momencie staje przed dawnym plenipotentem swojego majątku w Komorowie, z uniżonym: „ – Królu złoty, panie Nikodemie kochany, to znaczy przepraszam, przepraszam bardzo, wielce szanowny panie prezydencie”. I tak prezydent zyskuje człowieka, będącego od tej pory jego prawą ręką, niezastąpionym doradcą w potrzebie.   Jednak nie należy odbierać Dyźmie wszystkich zasług i aby go troszkę odbrązowić, należy zwrócić uwagę na to, że rola odgrywana z początku z zażenowaniem i sprawnie reżyserowana, zaczyna poruszać jego serce.  Zdradzają go słowa, myśli, decyzje. W reakcji na opowiedzianą przez generała Romanowskiego niepomyślną wizję wojny, wieszczącą śmierć i niewolę, przerażony krzyczy: „Przestań! – powiedział zmienionym i zupełnie nieswoim głosem prezydent. – Przestań… - powtórzył, przerażony aż do bólu realną wizją apokalipsy”.
    W sukurs dobrej fabule przychodzi język, niezwykle plastyczny, barwny. Nagromadzenie czasowników, wykrzykników, krótkich zdań daje wrażenie ciągłego ruchu i i wrzawy, co dobrze odzwierciedla gorącą i napiętą sytuację w państwie i gabinecie prezydenta. Dużo jest też dialogów, wyrazistych, stanowiących wyborne scenki sytuacyjne z dużą dozą specyficznego komizmu. Dyzma powrócił więc z klasą, a że upadek? Jaki upadek? – wyjaśnienie tej zagadki przynosi pointa, poniekąd zakasująca. 

Furmaga Lesław: Upadek Nikodema Dyzmy, Gdynia, Wydawnictwo Novae Res

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz