niedziela, 16 lutego 2014

Śladami Św. Kutberta

Autor:   Donna Fletcher Crow
Tytuł: Morderstwo w klasztorze
Wydawnictwo: Promic
Rok wydania: 2012



  Donna Fletcher Crow, autorka należąca do stowarzyszenia twórców chrześcijańskich The Arts Centre Group oraz stowarzyszenia miłośniczek i autorek literatury kryminalnej Sisters in Crime, pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie lubię zbytnio thrillerów, ale skusiła mnie informacja promująca ten tytuł, wskazująca na to, że jest to „kościelny kryminał”, z metafizycznym dodatkiem. Do tego doszła ciekawa okładka i gabaryty książki, obiecujące długą i pełną niespodzianek fabułę.
   Rzecz dzieje się w małym, angielskim miasteczku na północy. Główne wydarzenia rozgrywają się natomiast w Oxfordzkiej uczelni, w jednym z 38 kolegiów – Kolegium Przemienienia.  Poznajemy tam młodą studentkę teologii Felicity Howard, przygotowującą się do stanu kapłańskiego (jako, że jest to szkocki kościół episkopalny) i jej przyjaciela, posuniętego już w latach staruszka Dominica. Zakonnik odwiedza swoją uczennicę, a zarazem przyjaciółkę w czasie, kiedy powinien być na modlitwie, a  zawsze sumiennie w niej uczestniczył, co  potwierdziło o doniosłości sprawy i intencji serca, jaką chciał się podzielić. I to jest ten kluczowy moment, od kiedy fabuła zapętla się i rozwarstwia. Tego samego wieczoru Dominic ginie w swojej celi w niewyjaśnionych okolicznościach. Przerażona dziewczyna zostaje sama z problemem, bólem serca i małym notesem z cennymi, jak się później okazało, zapiskami kapłana. Kolejnym wiążącym elementem fabuły jest wspólna podróż Antony’ego – również zakonnika i wykładowcy, z Felicity, podczas której zamierzają rozwiązać tę mroczną zagadkę i poznać motywację działań Dominica. Ten, przez długi czas zbierał fundusze na cel budowy szpitala w Afryce dla dzieci zarażonych wirusem HIV i chorych na AIDS, przemierzał szlakiem św. Kutberta i robił zapiski w dzienniczku, będącym teraz własnością dziewczyny. Po co podążał śladami Świętego, czego się dowiedział i komu te wiadomości przeszkadzały do tego stopnia, iż pozbawiono go życia? Dwójka nieustraszonych dzielnie kroczy po jego śladach, odwiedza miejsca, gdzie żył i z  benedyktyńską dokładnością sprawdza każdy szczególik na drodze pełnej tajemnic. Nie jest to jednak idylliczna pielgrzymka przez miejscowości związane ze Św. Kutbertem – Lindisfarne (historia Ewangeliarza powstałego w podziękowaniu za cud zachowania do rozkładu ciała św. Kutberta), Jarrow (bogate w zbiory muzeum dotyczące życia Świętego), Whithorn, Chester-le-Street, Whitby (historia synodu, podczas którego miał podobno swoje wystąpienie św. Kutbert i znajdujący się tutaj papirus św. Niniana, będący cennym źródłem tego faktu, Durham (biblioteka z masą informacji na temat historii Nortumbrii), gdyż na każdym kroku czyha na nich jakieś niebezpieczeństwo. Nie raz unikają śmierci, są świadkami kolejnych morderstw popełnionych na osobach zaangażowanych w sprawę, czyli tzw. Strażników strzegących tajemnicy pochówku Świętego, miejsca gdzie złożono jego ciało i… coś jeszcze. Właśnie, za „tym czymś” podążają: „Trzej z morza, duńscy włócznicy siejący zniszczenie” a dostępu do tej tajemnicy bronią: „Trzej ze Stolicy, tarczownicy dający ochronę”. Antony i Felicity maja tylko tę nikłą wiedzę na początku, wyimki z dziennika Dominica, zaszyfrowane w słowach wskazówki.
   Ciąg ciekawych zdarzeń zamkniętych w wartkiej, gęstej akcji zostaje wielokrotnie przerywany historycznymi dygresjami, związanymi z historią Św. Kutberta, Nortumbrii, kościoła anglikańskiego. Niektóre z nich są za długie, co troszkę nuży, i rozprasza, ale z drugiej strony daje chwilę oddechu i garść cennej wiedzy. Fabuła, pełna zakrętów i niespodziewanych zwrotów akcji, do końca trzyma w napięciu i niepewności. Do ostatnich stron trudno się domyślić, jak się zakończy historia, kto jest za, a kto przeciw dobru.
    Od strony stylistycznej również świetnie. Zdania płyną, są plastyczne i naznaczone dramaturgią. A naprzemienne przeplatanie się dwóch rzeczywistości, czasu teraźniejszego i wieków średnich, plus dająca mocny smak metafizyczna aura, tworzą niesamowity, pełen zagadek i uroku nastrój. No i oczywiście tlące się gdzieś, prawie niezauważalnie, a jednak konsekwentnie uczucie, dodaje akcji rumieńców.
   Książka napisana z rozmachem i pomysłem. Autorka, znająca dobrze historię dawnej Anglii, przesypuje rozognioną fabułę raz po raz solą wiedzy. Dzięki temu mamy dobrą konfabulację i wątki historyczne, co summa summarum zachwyca, skutecznie.

Pierwszy raz tekst ukazał się na stronie Papierowe Myśli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz