poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dla bożych szaleńców



  Autor: Matt Woodley
  Tytuł:  Szaleństwo modlitwy
  WYDAWNICTWO: Esprit
  Rok wydania: 2013

Na rynku wydawniczym jest wiele publikacji dotyczących modlitwy. Znajdziemy tam m.in. informacje na temat sposobu jej odmawiania, rodzajów i konkretnych przykładów, z których prawie zawsze można wybrać coś dla siebie. Niektóre z nich dają pseudo złote środki, dzięki którym na pewno Bóg nas wysłucha, jeśli tylko będziemy modlić się właśnie w taki sposób, jaki proponuje autor. Bardzo ważny jest więc mądry wybór książki, aby nie dać się omamić marketingowym chwytom, ale także i to aby pójść za głosem serca, szukając tego, czego aktualnie potrzebujemy na drodze duchowego rozwoju.
   Szczerze mówiąc mnie zaintrygował po pierwsze krótki opis publikacji, po drugie tytuł, a po trzecie okładka. Mężczyzna przeskakujący przez przepaść między skałami symbolizuje według mnie odwagę, i wolność, jest przykładem przełamania swoich ograniczeń. Bo tak naprawdę wszystko co piękne zaczyna się od pierwszego kroku, często postawionego w ciemno i bez asekuracji. W szaleństwie kryje sie zawsze jakiś element niespodzianki, zaskoczenia, a ten kto się na nie decyduje musi wykazać się odwagą i zaufaniem. Wiarą, że kiedy zwróci się do Ojca, zaryzykuje wszystko, odda swoje życie, to na pewno się nie zawiedzie.
A po szaleńczym skoku zawsze znajdzie się w silnych ramionach Boga. Taka jest właśnie książka Woodleya. Autor, zresztą osoba duchowna, proponuje nam szereg przykładów ufnej i odważnej modlitwy (każda opisana w osobnym rozdziale). Przez te jedenaście ścieżek przechodzi się z duża ciekawością i czasami zdziwieniem, bo jak sie okazuje to czego ktoś nie uznałby nigdy za modlitwę, może nią być. I nie chodzi tu o ślepe pójście za głosem autora, tylko dokładne przeanalizowanie podanych przykładów mocno przemawiających, choćby przez swoje ciekawe udokumentowanie. Trzeba koniecznie odejść od skostniałych form przeżywania swojej wiary zamykającej się w porannym i wieczornym pacierzu, wyuczonych formułkach, które należy przysłowiowo „odklepać”. Owszem, są one bardzo potrzebne, ale powinny zostać koniecznie uzupełnione o ciepłą, faktycznie przeżywaną rozmowę z Bogiem. Woodley mówi, że człowiek modli się zawsze kiedy chce, w każdej sytuacji. Podczas wykonywania codziennych prac z miłością, a nawet wtedy kiedy wyciąga pomocną dłoń do drugiego, pociesza, ofiarowuje swoją obecność. Powinna być to relacja spontaniczna, oparta na wyrażaniu swoich emocji – tych dobrych ale i złych. Człowiek prowadzi też dialog z Bogiem kiedy oskarża Go o niepowodzenia, brak opieki, cierpienie. Każdy szloch, płacz i krzyk jest rozpoczęciem dialogu ze Stwórcą ima sens. Autor porusza także ciekawą kwestię dotyczącą modlitw pozornie niewysłuchanych oraz tego co wtedy dzieje się w życiu człowieka. Jak Bóg działa w jego sercu, co chce przez swój „brak odpowiedzi” tu i teraz powiedzieć. Jak pięknie zmienia wtedy albo sytuację albo umacnia i leczy poranione serce.
   Książka Woodleya niesie ze sobą powiew świeżości. Zmienia patrzenie na modlitwę i wiarę, która nie jest zamknięta w dawnych formułkach, ale wychodzi poza nie. Autor Pokazuje różne możliwości przeżywania spotkania z Bogiem, daje wskazówki jak żyć, aby nie wpadać w marazm i zniechęcenie. Daje wiele przykładów popartych swoim doświadczeniem, ale i ludzi spotkanych na drogach życia. Jednym słowem po przeczytaniu tej publikacji odczuwa się radość, wynikającą z faktu nowego spojrzenia na siebie, na świat i na swoją modlitwę. Także oprócz warstwy tekstualnej spotykamy też bardzo bogatą warstwę duchową. Myślę, że każdy kto przeczyta ten „duchowy pamiętnik” powinien wybrać coś dla siebie: jedną myśl, jedno zdanie, a na pewno pocieszenie. Bo tak naprawdę autor stara się wciąż powtarzać, że na wszystko jest czas i że żadna modlitwa nie pozostaje nie wysłuchana, a cierpienie człowieka, jest często potrzebne do uformowania mocnego serca.

Recenzja opublikowana po raz pierwszy na stronie Papierowe myśli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz