niedziela, 13 lipca 2014

Spis rzeczy (nie)ważnych

Autor:   Grégoire Delacourt
Tytuł: Lista moich zachcianek
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Rok wyd.: 2013

  Pierwsza myśl, jaka rodzi się po przeczytaniu książki brzmi: jakim cudem mężczyzna tak dobrze potrafił wczuć się w kobiecą psychikę, aby napisać właśnie taką książkę? Duży ładunek emocjonalny wyrażony w ukazywaniu wrażliwości kobiecego serca i filtrowaniu codziennych, natrętnych myśli głównej bohaterki Jocelyne, to mocny trzon tej krótkiej, ale brzemiennej w psychologiczno-moralne aspekty powieści.
  Na tym tle autor umiejętnie buduje świat fabularny, stawiając w spektrum rozważań pytanie o sens życia, bogactwa i istotę szczęścia człowieka. Osobą, w której rodzą się i później konkretyzują w jakimś sensie te pytania, jest kobieta Jo, matka dwójki dzieci, niedowartościowana żona szukająca swojego miejsca i odpowiedzi na pytania, jakie stawia przed nią życie. To z jednej strony bardzo smutna kobieta. W 17. roku życia straciła matkę, później przyszła choroba ojca – udar mózgu – a wraz z nim zaniki pamięci i odzyskiwanie świadomości na sześć minut rozmowy, w których córka starała się dotrzeć do serca taty. No i mąż, oskarżający ją o śmierć córeczki. Oprócz tego Jocelyne ma także innego wroga – dręczące ją myśli o własnej bylejakości, poczuciu niedowartościowania i braku prawdziwego zainteresowania ze strony współmałżonka. Otrzymujemy zapis smętnych przemyśleń bohaterki snutych podczas codziennych czynności czy wspominania tego, co miało kiedyś miejsce. Wycieczki w przeszłość dają pełny obraz kondycji psychicznej kobiety, mocno poranionej przez życie, starającej się mimo wszystko ukonstytuować w zastanej rzeczywistości. Te małe-duże radości znajduje w tym co wydawałoby się jest prozą dnia codziennego: w nielicznych wybuchach miłości męża, w zwykłych sytuacjach, jednym słowem w roli, jaką przyszło jej w życiu spełniać. Bohaterka wydaje się być pogodzona ze sobą i nie narzeka, a jej jedyną formą sprzeciwu jest ta cicha spowiedź z życia, którą chłonie się tak, jakby były to słowa jakiejś bliskiej osoby. I można by tak dalej przeżywać wewnętrzne dylematy Jo, współcierpieć z nią i zastanawiać nad własnym życiem, gdyby nie sytuacja wymagająca od niej nowej, konkretnej i odważnej postawy. Nagle z dnia na dzień Jo staje się właścicielką wygranego kuponu lotto na 18 milionów. Po pierwszym szoku, i po obowiązkowej wizycie u psychologa tłumaczącego jej ,jak taka suma pieniędzy może zmienić życie człowieka, rodzi się masa znaków zapytania. Od tej pory Jocelyne sporządza tzw. listę zachcianek, czyli rzeczy wymarzonych przez nią i przez jej męża. Z biegiem czasu wykreśla z tego długiego spisu poszczególne pozycje i wciąż myśli co teraz zrobić, jaką drogę wybrać. Czek schowany głęboko w szafie czeka na decyzję bohaterki, a o wygranej nikt nie wie. Przez kolejne kartki książki napięcie rośnie i człowiek zastanawia się, jaki będzie finał tej sprawy. Ciąg wydarzeń przyjmuje jednak niespodziewany obrót. Zaskakuje i troszkę przeraża. Książka naprawdę wciąga. Od pierwszej strony. Nie jest to słodka powieść dla kobiet, mimo że główną bohaterką jest przedstawicielka płci pięknej. Tutaj chodzi o zupełnie coś innego. Ważą się podstawowe pytania egzystencjalne, pojawiają się kwestie związane z największą tajemnicą na świecie, jaką jest człowiek i wiele innych pytań, jakie każdy z nas może sobie zadać.
  Po lekturze warto się zastanowić co by znalazło się na mojej liście zachcianek. I czy to na pewno będzie lista opatrzona właśnie takim tytułem?

Recenzja zamieszczona wcześniej na stronie Papierowe Myśli 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz