sobota, 30 sierpnia 2014

Balansowanie



AUTOR: Justyna Bargielska
TYTUŁ: Nudelman
WYDAWNICTWO: Biuro Literackie
ROK WYDANIA: 2014




Justyna Bargielska (1977r.), laureatka kilku nagród literackich  (m.in. w 2010 roku za tomik „Dwa fiaty” otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia), oddała w ręce swoich czytelników nowy zbiór wierszy. Trzeba zaznaczyć, że jest przeznaczony dla osób o mocnych nerwach, lubiących poezję katastroficzną, z dozą naturalizmu, miejscami brutalną.  Jedni zakochają się w tej twórczości, inni będą patrzeć z odrazą, nie ma tu innej opcji. Taka jest poezja Bargielskiej, chociaż to chyba pierwszy zbiorek, w którym w takim stopniu podejmuje wspomnianą powyżej narrację.

Ogólnie dużo tu o  śmierci, czy ściślej rzecz ujmując o jej przeżywaniu przez podmiot, odczuwaniu każdym zmysłem. Nasuwają się obrazy iście katastroficzne, pełne zagłady i opuszczenia. Nie ma człowieka, Boga, miłości. Jest to, co jest i trzeba się z tym pogodzić, można co najwyżej mówić o tym i szukać jakiegoś ratunku, który może kiedyś nadejdzie. Podmiot jest bardzo mocno wycofany z życia: „Jaram się, że mnie wcale nie ma” (Rio Negra), aby za moment mocno je przeżywać, drążyć swoją duszę i samounicestwiać się. Może dziwi, że w tym wrogim, apokaliptycznym świecie pojawiają się wątki religijne, takie jakby ciche wołanie do Boga o pomoc a zaraz oskarżanie go o całe zło tego świata: ”Po prostu chodzi mi o to, żebyśmy pamiętali / że Bóg stworzył świat, żeby nas pobrudził (Mrs Wolverine). Ta rzeczywistość jest przerażająca, zewsząd czyha śmierć i rozpacz. W wierszu (Próba doszorowania) podmiot opowiada o zasłyszanym od włoskiego księdza ostrzeżeniu, aby podczas trzęsienie ziemi stać pod futryną, dalej dodaje: „Całe życie stoję pod futryną, a dwa razy nawet sama nią byłam”. Także tkwi w odrętwieniu i  nieistnienieniu, ciągłym bólu i lęku przed rzeczywistością. A w tej brakuje także miłości, która owszem jest dana człowiekowi, ale na chwilę i niesie ze sobą wiele bólu, tęsknot: „ Ślicznie ci było w moim staniku, kochany / ale Pan najwyraźniej przeznaczył mi inny kielich (Król w świecie żaluzji). Może nie ma jej dlatego, albo może jest na chwilę tylko dlatego, że zamknięta jest w ciele. Tak samo, jak podmiot, który odczuwa swoje uwięzienie w materialności: „Opłakiwać twoje ciało, być zjadana w swoim, / i pilnować, by nikt nie podchodził” (Na czas zamknięcia gładki). Podmiot miota się, szuka i nie może ukonstytuować w zastanej rzeczywistości. Balansuje na granicy życia i śmierci, przeciwieństw, sensu i bezsensu. Moza odczuć, że przez szarą i gęstą mgłę utkaną z ciężkich wersów, przebija jakiś nikły płomyk światła, którego jednak żadną siłą nie da się rozpalić, zachować. Zostaje ciche czekanie i zgoda na życie ze wszystkimi jego ograniczeniami i bólem. W powodzi beznadziei, odczłowieczonego sexu i pustki, to właśnie pogodzenie się ze sobą i światem niesie jakieś pocieszenie: „Prawda mnie wyzwoli, czyli obedrze do kości (…) Po prostu będę z ty żyła (W tym kraju ludzie jedzą nadal mnóstwo wiewiórek).

I jeszcze okładka. Dom bez okien, ma jedyne drzwi i rośnie przy nim drzewo z umieszczonym wewnątrz korony liści chaotycznym tekstem. Ten dom to więzienie, w którym tkwi podmiot. Ale podczas lektury odnosi się wrażenie, że wciąż szuka swojego okna na świat, a może szuka w sobie siły aby takie okno na ten świat otworzyć?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz