czwartek, 17 września 2015

Odcienie alienacji

AUTOR: Małgorzata Gwiazda-Emerlych
TYTUŁ: TOTO
WYDAWNICTWO: FORMA
ROK WYDANIA: 2014


Małgorzata Gwiazda-Elmerych w powieści Toto w sposób dosadny i - co za tym idzie - z naturalistycznym rozmachem przedstawia losy Renaty Trott, najpierw siedmioletniej dziewczynki, potem piętnastolatki, w końcu dorosłej kobiety. Zwana przez mieszkańców Kobyłek, rodzinnej miejscowości, „wioskowym głupkiem”, dojrzewa w ciągłym napięciu i poczuciu beznadziejności. Jest pewna, że tak powinno być, bo nie może  lepiej - a jeśli nawet może, to jak?
Owe kwestie kołyszą się znakami zapytania nad Renatą i wszelkie rozważania egzystencjalne umierają w zarodku, kończąc się myślą o determinizmie jej losu. Wychowywana w skrajnej nędzy cielesnej, a przede wszystkim duchowej, zapomniana (i szykanowana) przez własną matkę, pędzi smutne życie dziecka w małej, ponurej społeczności. W destrukcyjny sukurs rodzicielce przychodzi dziadek, traktujący wnuczkę jak tanią siłę roboczą i „przedmiot” zaspokajania żądz. Światełkiem w ciemnym tunelu jest dom Pani Koziołkowej, gdzie zawsze można zjeść talerz zupy i zostać pogłaskaną po głowie. Tam łzy płyną obficie, pojawiając się w najmniej odpowiednim  momencie. To chyba jedyne jaśniejsze momenty, oczyszczające jakiś mały fragmencik serca „wioskowego głupka”. Potem codzienność wraca na swoje „właściwe” tory. Znowu praca w chlewie, krzyk matki, strach przed dziadkiem i pogłębiające się poczucie alienacji, odtrącenia.
Kiedy czara goryczy sięga brzegu, Renata postanawia uciec do miasta – Katowice, Warszawa, Szczecin (Miasto 1, Miasto 2, Miasto 3). Rozdziały oznaczone w taki właśnie sposób wskazują na uniwersalność sytuacji bohaterki. Nieważne co tu jest, koloryt lokalny czy punktowo przedstawiane zdarzenia obok, gdyż reflektory narratorki skierowane są prosto w twarz dziewczyny, prześwietlając ją do bólu. Na wylot. I jak można było się spodziewać, w każdym z tych miejsc wcale nie jest lepiej. Od początku zalewa ją fala brudu i nienawiści, a wszystko wokół sprowadza się tylko do kasy i walki o byt.
Rzucona w deprecjonującą i stygmatyzującą bezdomność dziewczyna szybko uczy się nowego życia. Poznaje prawa tutaj obowiązujące, podporządkowuje kolejnym „opiekunom”, dla których znowu jest tanią siłą roboczą. W jej życiu zmieniają się tylko okolice, twarze współtowarzyszy niedoli, a wszystko inne pozostaje tym samym. Kolejny raz niechciana i wykorzystywana musi wiedzieć, gdzie jest jej miejsce i co jej wolno, a czego nie. Gdy wreszcie w jej życiu pojawia się ktoś inny niż damski bokser czy zapuszczony, śmierdzący mężczyzna, ktoś widzący w niej prawdziwą kobietę i jej piękno, dziewczyna nie wie zupełnie, co  z tym  zrobić. Ma tylko lub aż dwie drogi do wyboru – albo wejść w to, albo iść w swoją, dobrze znaną stronę.
Powieść obyczajowo bardzo mocna i wyrazista do bólu. W pewnych momentach miałam dosyć tych makabrycznych wizji, ujęć sytuacji w taki, a nie inny sposób. Autorka bez znieczulenia aplikuje realia świata ludzi z marginesu, wyciska jak gąbkę najgorsze brudy - do ostatniej kropli. W tym morzu potworności nie ma miejsca na spokojne wody aby odpocząć, na co czeka się przecież z niecierpliwością (a przynajmniej tajoną nadzieją).
Reportażowy sposób narracji, zwracanie uwagi na szczegóły, uważna wiwisekcja postaci sprawiają, że nie bardzo ma się ochotę na dalszą lekturę. Owszem, powieść jest napisana zajmująco, jeżeli brać pod uwagę stylistykę i treść, ale brakuje tu choćby echa miłości i pocieszenia - jakby wszystko dążyło jedynie ku zagładzie.
I tak w rzeczywistości wygląda świat fabularny u Gwiazdy-Elmerych. Zdarzenia, emocje piętrzą się, nasiąkając smutkiem i beznadzieją, toczą się w dół z zawrotną szybkością - zabierając ze sobą kolejne zło. Aż stają się wielką kulą potworności, za którą nie widać już nawet cienia dobrego świata. Natomiast inne postaci są uwidocznione jakby tylko po to, by swoimi zachowaniami, słowami i gestami dopełnić w życiu „głupka” perspektywy zła.
Cóż, znajdziemy tu nieźle przedstawione studium kobiety wtrąconej w nieodwracalną samotność, niezły rysunek psychologiczny postaci. Lecz pisarka jakby trochę przedawkowała w słowach - tnących jak brzytwa jakiekolwiek choćby pozory normalności.

Tekst został zamieszcziny pierowotnie na stronie czasopisma Latarnia Morska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz