poniedziałek, 16 listopada 2015

Kobieta o trzech twarzach

 AUTOR: Remigiurz Grzela
 TYTUŁ: Wybór Ireny
 WYDAWNICTWO Naukowe PWN
  ROK WYDANIA: 2014

Wybór Ireny, najnowsza książka Remigiusza Grzeli jest równie trudna w odbiorze jak jej główna bohaterka. Ta reporterska opowieść (określenie autora) wymaga uważnej lektury, z przystankami i dużą dozą refleksji, natomiast jeśli chodzi o pierwszoplanową postać, to nic ani nikt nie jest w stanie przefiltrować jej w taki sposób, aby było jasne, kim ona była, kim jest i co nią powodowało do tego stopnia, że stała się osobą o trzech różnych twarzach.

Mowa oczywiście o Irenie Gelblum ur. w 1923 r., łączniczce żydowskiego Ruchu Oporu, uważanej przez otoczenie za kobietę nieustraszoną, działającą po aryjskiej stronie jako aktywna działaczka. I to był ten czas, kiedy była naprawdę sobą (chociaż kto wie). Koniec wojny stał się cezurą, po której nic już nie było u Ireny takie samo. Ukrywała swoją tożsamość, nie poznawała na ulicy bliskich ludzi, przecedzała przez gęste sito uczucia i żyła nowym życiem, przybierając wiele twarzy. Była więc Ireną Conti od 1949 r., później Ireną Waniewicz (dziennikarką) a po 1968 r. Ireną Conti di Mauro – włoską poetką. Zmieniała też daty swojego urodzenia, co całkowicie maskowało jej prawdziwe „ja” i dlatego dla wielu w ogóle nie była kojarzona z kobietą, która podczas wojny pomagała Żydom, dostarczała broń czy roznosiła ulotki, narażając wielokrotnie swoje życie.

Książka składa się z wypowiedzi Remigiusza Grzeli, fragmentów listów (szczególnie mężczyzn zakochanych w Irenie) oraz fragmentu wywiadu Marka Edelmana, jaki udało mu się udało z nią przeprowadzić. Trzeba dodać, że był to jedyny udokumentowany zapis słów pani Gelblum. Z listów tych postać naszej bohaterki rysuje się w niezbyt ciekawych barwach, a jej postępowanie zaczyna nawet drażnić. Pełne czułości słowa Kazika Ratajzera (wojennej wielkiej miłości Ireny), również członka ruchu oporu, spotykają się często z milczeniem drugiej strony. Mężczyzna wciąż głodny jest jakichkolwiek informacji o kobiecie, pyta dlaczego nic o sobie nie pisała, dlaczego jej wypowiedzi są tak zdawkowe. W takich momentach powiela się pytanie Kazika – dlaczego tak się działo, dlaczego ta kobieta była tak okrutna? Rozkochiwała w sobie kolejnych mężczyzn i zostawiała, albo bawiła się ich uczuciami, a sama szła dalej, paląc za sobą mosty.
Informacje, które udało się zdobyć podczas żmudnej, iście benedyktyńskiej pracy autor zawdzięcza m.in. córce Ireny Julce, Edelmanowi i właśnie Kazikowi. Z tych strzępów wypowiedzi, niepełnych dokumentów i opowieści zlepia historię kobiety intrygującej jego i wielu innych, ukazuje skrywaną tajemnicę. Autor jest delikatny w osądach, nie wartościuje, a jego narracja ma charakter ciągłego zdumienia. Oddaje głos osobom znającym niegdyś Irenę, aby zostawić miejsce czytelnikowi do refleksji i własnych uzupełnień. Dzięki temu książkę czyta się niczym listy lub nieznane dotąd źródła skryte gdzieś głęboko w archiwum lub listy.

Pod koniec lektury niestety nic się nie wyjaśnia, z wyjątkiem małych szczegółów nie mających wpływu na całościowy ogląd postaci Ireny. Jednak istnieje kilka momentów, „błysków”, pojawiających się niepostrzeżenie i trzeba je dostrzec, aby móc zareagować – to np. sytuacja wręczenia jedynego zdjęcia brata Kazikowi. Wyjaśnić ją może napis na odwrocie fotografii. Dla mnie znaczącym sygnałem był czas umierania bohaterki, to co wtedy czuje i mówi. Ale czy to jest klucz do otworzenia jej serca? Na pewno nie do końca. Jednym słowem jest to kobieta wymykająca się schematom, oszukująca innych (czy i siebie?). Ktoś, kim targają sprzeczne emocje, kto chowa się może po to, by go znaleziono. A może ktoś, kto przez wyparcie pewnych sytuacji i prawdy o sobie może żyć we względnym spokoju, kto ucieka w ramiona różnych osób, aby być kochanym, ale z drugiej strony unika odpowiedzialności. Dywagacji może być tu całe mnóstwo i różnie można patrzeć na osobę Ireny, ale myślę, że trzeba ją choć trochę zrehabilitować, ponieważ każdy kto przeżył wojnę wie, jak wielkie niesie ona spustoszenie,  nie tylko materialne, ale przede wszystkim duchowe. Kto jej nie przeżył, nie wie nic.

Remigiusz Grzela podjął się arcytrudnej pracy, ale było warto. Oprócz naświetlenia postaci głównej bohaterki otrzymujemy też kilka historycznych obrazków z życia walczącej Warszawy. Dokładne daty, numery domów, nazwiska i ciekawe portrety kilku postaci związanych bliżej lub dalej z nieustraszoną łączniczką ŻOB-u. To wszystko składa się na sprawnie napisaną książkę, w której zadbano o szczegóły. Czytelnik, za przykładem Ireny, będzie musiał dokonać wyboru niosącego także inne, nikogo nieraniące konsekwencje. Czy da głównej bohaterce zieloną kartę, czy ją od razu skreśli? Ale to już zupełnie inna historia…

Recenzja zamieszczona po raz pierwszy na stronie Papierowe Myśli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz