środa, 4 listopada 2015

Za-gniewanie

AUTOR: Zygmunt Miłoszewski
TYTUŁ: Gniew
WYDAWNICTWO: WAB
ROK WYDANIA: 2014

Trylogia Zygmunta Miłoszewskiego z detektywem Teodorem Szackim kończy się „Gniewem”, i jak autor zapowiada, ciągu dalszego… nie będzie. Ale czy na pewno? Zakończenie autor pozostawił otwarte i dające spory niedosyt, doprawiony dużą dozą zdumienia, a nawet złości, że tak a nie inaczej wygląda finalne spotkanie z lubianym i kultowym już przecież, bo znanym w szerokich kręgach, bohaterem.

Tym razem akcja przenosi się do ponurego, listopadowego Olsztyna i podobnie jak w pierwszej części – „Uwikłaniu” – Szacki narzeka na architekturę miasta, nudę, dodając do tej wyliczanki źle działającą sygnalizację w mieście. Raz po raz werbalizuje swoje negatywne nastawienie wspominając, że ten zakątek nie ma do zaoferowania nic więcej, oprócz jedenastu jezior i kropka. Przyznam szczerze, że ten refren pobrzmiewający frustracją i sarkazmem zaczął być trochę mdły i nużący, ale jak inaczej może się zachować gość o szorstkim charakterze, ktoś kto jest zawsze na coś lub na kogoś zły i „nabuzowany”. Jednak takie przedobrzenia i podkreślanie grubą linią pewnych kwestii nie wychodzi książce i czytelnikowi na dobre. Ale to już inna bajka… Wracając do konstrukcji fabularnej i tkania przez Miłoszewskiego barwnej i zagadkowej intrygi kryminalnej, nie można się za bardzo do czego przyczepić. Chociaż można mieć lekką pretensję, że to, co dobrze się zaczynało, poszło trochę nie w niewłaściwym kierunku, zabarwiając się zbyt mocno nielogicznością i wręcz nieprawdopodobieństwem. Znalezione w starym poniemieckim bunkrze kości mężczyzny (równo jest ich 206) daje różne drogi możliwości dochodzenia do prawdy. Czy to tylko archeologiczne znalezisko, czy ofiara wojny, a może po prostu skrzętnie ukryte morderstwo. Tylko dlaczego ktoś sumiennie poskładał cały szkielet dbając o każdy szczególik ? Jak się później okazało, kości miały nie jednego właściciela, a to już zdecydowanie zaczęło komplikować sprawę śledczych i naszego bohatera.

Trzeba też wspomnieć o wątku psychologiczno-socjologicznym, czyli o głównym lejtmotywie przewijającym się między poszczególnymi scenami. W „Uwikłaniu” podjęty został wątek polityczny (rozprawa z agenturą esbecką i ich wpływem na czasy współczesne), w „Ziarnie Prawdy” problem antysemityzmu, a tu uwaga zostaje skupiona na najmniejszej komórce społeczeństwa, na rodzinie. Wszystko kręci się wokół przemocy rodzinnej, traktowaniu kobiet przez mężczyzn i ogólnie zauważaniu drugiego człowieka w potrzebie. Było to dobre posunięcie, bo o tych rzeczach trzeba wciąż mówić, ale temat został potraktowany zbyt płytko i schematycznie. Przydałaby się tu większa psychologizacja postaci i mniejsze skupianie się na samym fakcie przemocy oraz wyjście z wąskich ram i spojrzeniem na problem z szerszej perspektywy. Problem wypunktowany wyraźnymi kropkami, ale bez połączenia ich w jedną całość. Tak czy siak uwypukla ważkie kwestie społeczne XXI w.

Trzeba przyznać, że „Gniew” jest najbrutalniejszy i najbardziej mroczny z całej trylogii. Momentami przypomina thriller z elementami powieści sensacyjno-przygodowej ze scenerią zasnutą mgłą strachu i napięcia rosnącego w przerażającym tempie. Co najgorsze, kartą w rozgrywkach o życie staje się córka Szackiego, a to odciska się na jego psychice bardzo mocnym piętnem. Jedna chwila uśpienia detektywistycznej czujności i lawinowo wszystko się sypie, czego zdruzgotany ojciec i pracownik wymiaru sprawiedliwości zarazem, nie może sobie wydarować.

Jednym słowem - jest dobrze, ale nie bardzo dobrze. Brakuje troszkę stonowania emocji i wycieniowania niektórych zbyt nierealnych, mocnych kwestii. Natomiast, jak zawsze bez zastrzeżeń, rysuje się postać głównego bohatera – indywidualisty, z mocną i szorstką zarazem osobowością. Wątek osobisty ukazujący jego relacje z dorastającą córką oraz życiową partnerką Żenią również można zaliczyć do ciekawie skonstruowanych kwestii.

Nie zadawala jednak zakończenie. Nie wiem dlaczego autor postąpił w taki sposób, zostawiając czytelnika z poczuciem gniewu i irytacji. Czy miało to być uzupełnieniem frustracji jego bohatera, który wypalony już wieloletnią pracą i zmęczony śledzeniem przestępców, zaczyna popadać w coraz większy zamęt i złość? Może… Ale tak nie powinno wyglądać pożegnania z Szackim, mężczyzną z klasą i honorem. Widzę tu jakąś grę. A może brak pomysłu na ciekawy finał?

Recenzja po raz pierwszy ukazała się na stronie Papierowe Myśli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz