sobota, 17 grudnia 2016

Polska piłka, polskie emocje

„Gracze” to książka p o piłkarzach  przede wszystkim z lat z lat 60, 70 i 80-tych. Wtedy gra w piłkę była inna, trening miał inne oblicze, a  pieniądze za grę i wygrane były wielokrotnie mniejsze. Nagroda za wygrany mundial nie robiła szału. Dostawało się zegarki, trochę grosza, za który można było kupić trochę markowych ubrań, a jeśli chciało się żyć na lepszym poziomie, trzeba było kombinować, robić  intratne interesy. Zamiast myśleć tylko i wyłącznie o graniu, piłkarze łamali głowy nad zapewnieniem funduszy na życie sobie i rodzinom. Później przyszedł czas na trochę większe pieniądze i wódkę, która lała się strumieniami, przy wielu okazjach. Piłkarze mogli przejść do zagranicznego klubu dopiero w wieku 28 lat, kiedy już niejeden zawodnik ma za sobą wiele kontuzji i doświadczeń w polskich klubach. Do tego trzeba dołączyć problemy z miganiem się od wojska i scysje z funkcjonariuszami SB, niepozwalającymi czasami na normalne piłkarskie życie.  Jednym słowem, nie za ciekawie.

Ale inna bajka to już sukcesy naszych polskich orłów. Niektórzy z nich brali udział w trzech, czterech mundialach, byli medalistami MŚ, zbierali laury. Tego im nikt nie odbierze, a ich historie są na ustach wielu do dnia dzisiejszego. Mimo wielu braków w tamtej piłce grało się dobrze, nawet bardzo dobrze. Mordercze treningi, często w śniegu, długi przebieżki, przygotowywały do ciężkiej walki na boisku. To było codzienne życie piłkarza, jeszcze tak słabo wynagradzane… Dlatego też do piłki szli zapaleńcy, ci co nie liczyli na pieniądze, ale na to, aby dobrze się grać dla swojego kraju, dla siebie. I wielu się to udało. Wielu czuło satysfakcję.

W „Graczach” poczytamy o kilku czołowych zawodnikach polskiej piłki. Wśród nich pojawił się Boniek – belle di note (piękność nocy), Furia ze Wschodu, Król boiska, w wieku 17-lat debiutuje, i sukcesywnie odnosi kolejne sukcesy. Piłkarz opowiada o swojej karierze piłkarskiej, przytaczając nieraz zabawne historie, jakie były jego udziałem. Dowiemy się np. o tym, jak skłamał trenerowi w meczu - Argentyna reszta świata, że zaczynał grać jako lewoskrzydłowy, aby wziąć wtedy udział w spotkaniu. Udało się. Strzelił 7 bramek, i stał się zawodnikiem meczu. Pojawia się także opowieść o nieodłącznych funkcjonariuszach SB, jeżdżących za drużyną na mecze w celu spisania raportów oraz historia związana z papieżem, Świętym Janem Pawłem II, który przyjął reprezentację Polski na audiencję przed Mundialem w Hiszpanii.

Drugi ważny piłkarz to Jan Banaś, „prawoskrzydłowy cieśla dołowy”. Zawodnik m.in. AKS Mikołów, Zrywu Chorzów, Polonii, Górnika Zabrze. Koleje losu związały go później z zagranicznymi klubami – w USA, Meksyku i Francji. Opowiada o swoich kłopotach z wyjazdami do Niemiec. Decyzja o pozostaniu na Zachodzie pociągnęła za sobą szereg nieprzyjemności ze strony polskich władz. Wspomina także o zakupowym szale po finale Pucharu Zdobywców Pucharów przeciw Manchaster City z Górnikiem Zabrze. Zawodnicy kupowali wtedy w austriackich sklepach ubrania dla siebie i swoich rodzin. W Polsce tego nie było. Dowiemy się także o tym, że jeździł czerwonym mustangiem, miał koktajl bar i pralnię.  Wspomina też epizod związany z ciężką operacją założenia endoprotezy po powrocie z Meksyku do kraju w latach 90-tych.
Kolejna gwiazda boiska to Adam Musiał „Wiślak szalenie zdecydowany”. Najtwardszy lewy obrońca lat 70-tych. Wychowanek Górnika Wieliczka, grał w Wiśle, Arce Gdyni oraz w klubie amerykańskim i angielskim. Był także trenerem m.in. Wisły GKS, a  aktualnie jest kierownikiem stadionu Wisły.
Następny na liście to Włodek Lubański „niespełniony czarodziej futbolu”. Chyba nie trzeba wiele o nim pisać. Debiutował w wieku 16. lat podczas meczu towarzyskiego Polska-Norwegia w Szczecinie 1963 r. Złoty medalista Igrzysk 1972 r. (prowadził zespół jako 25-latek), trener, menadżer, komentator.  W drużynie zagrał 75 spotkań, strzelił 48 goli. Oprócz masy dobrych, a nawet bardzo dobrych informacji na jego temat pojawia się i ta o ciężkiej kontuzji, wyłączającej go na dłuższy czas z gry. Lubański wspomina też sytuację z MŚ W 1978 r. kiedy trener Gmoch nie dał mu szansy dokończenia meczu, zastępując go Bońkiem.  Wypowiada się na temat gry w belgijskim Lokeren oraz we francuskim Valencienes FC. Nie zapomina oczywiście o swojej żonie Grażynie, stojącej zawsze u jego boku oraz o ojcu, będącym wiernym recenzentem syna.

Bogdan Rymanowski przedstawił także sylwetkę Jana Tomaszewskiego „bramkarza, kawalarza, skandalisty”. Karierę rozpoczynał w Śląsku Wrocław, potem występował w Gwardii Wrocław, Legii i GKS-ie. Grał także za granicą – w Belgii i Hiszpanii. Mówiono o nim, że jest pierwszym zawodnikiem w Polsce potrafiącym grać na przedpolu. Z wywiadu z piłkarzem dowiemy się także o feralnym dla niego meczu z RFN, kiedy nie obronił bramki, i stał się dla wielu chłopcem do wytykania palcami. Ale dowiemy się i o tym, że wsławił się świetną obroną na Mundialu w Niemczech – był pierwszym bramkarzem broniącym dwa karne na jednym Mundialu. Nie zabrakło też informacji o słynnym „meczu na wodzie” z  Niemcami w 1974 r. oraz procesach sądowych ze Smudą i Bońkiem, pomówieniach o współpracę z SB. Tomaszewski opowiada też o swojej legendarnej czarnej opasce we włosach, zdradzając czego  była symbolem.

Kolejny rozmówca to Władysław Żmuda – „Milczek, kapitan, rekordzista”. Rządził w defensywie lat 70-tych i 80-tych, jest jednym z najpopularniejszych stoperów na świecie. Grał m.in. w Widzewie Łódź, Śląsku Wrocław oraz we Włoszech. Był także trenerem – współpracował z Pawłem Janasem, prowadził juniorów i młodzików. Żmuda wspomina m.in. o tym, że jako junior dostał powołanie do pierwszej drużyny  na mecz z Irlandią oraz wypowiada się o swoim najlepszym meczu w Chorzowie z Holandią w 1975 r.  Autor przypomina także wypowiedź A. Piechniczka o tym, że Żmuda jest w polu karnym, jak lis, zawsze dobrze kryje przeciwnika, o czym zaświadczył piłkarz podczas Mundialu w Niemczech. Zostało też wspomniane, że jest to jedyny zawodnik obok Seelera, który zagrał na czterech MŚ.

Oprócz wyżej wymienionych zawodników pojawiają się także sylwetki: Grzegorza Lato, Andrzeja Iwana, Romana Koseckiego, Jana Urbana, Jerzego Brzęczka i Marka Citko. Ostatnią postacią, o której wspomina autor to Robert Lewandowski – czyli zawodnik aktualnie święcący tryumfy na boisku. Rymanowski opowiada o piłkarzu już nie w formie wywiadu, ale luźnych refleksji złożonej także z wypowiedzi innych piłkarzy na jego temat.


Książkę bardzo dobrze się czyta. Dużo informacji, osób i pasji do piłki. Wielość nazwisk i historii z nimi związanych tworzy wyjątkową piłkarską historię, która miała swój początek dawno temu, a teraz ma swoją kontynuację. I to bardzo dobrze się zapowiadającą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz