sobota, 28 stycznia 2017

O Szarmachu słów parę...



Autorzy: Jacek Kurowski, Andrzej Szarmach
Tytuł: Andrzej Szarmach- diabeł nie anioł
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2016

Andrzej Szarmach od najmłodszych lat miał silną osobowość i nie dał sobie zrobić krzywdy. Królował na podwórku, zawsze coś wykombinował, za co rodzice dostawali reprymendę od oburzonych sąsiadów. O takim chłopcu, a później mężczyźnie i w końcu wielkim piłkarzu piszą autorzy tej jakże interesujej książki.

Pierwsze rozdziały dosyć szczegółowo przybliżają dzieciństwo Szarmacha, którego większą część spędził grając w piłkę (czytaj - kauczukowy klin służący do blokowania statków przed wodowaniem, czy worek wypchany trawą) z braćmi, których miał aż siedmiu. Nie byli bogatą rodziną, ale ojciec (kierowca stoczni gdańskiej) nie dopuszczał, aby kiedykolwiek brakło im jedzenia, ciężko pracując na utrzymanie domu. Matka natomiast czuwała nad wykarmieniem tej sporej gromadki, poświęcając większą część dnia na obowiązki z tym związane, oraz z wychowaniem dzieci. 

Następnie przedstawione zostały pierwsze kroki Szarmacha na klubowym już boisku, czyli w Polonii, a następnie w Arce, gdzie szkolił się pod okiem wspaniałego trenera Jerzego Słaboszewskiego. Przy okazji pojawia się trochę informacji na temat ówczesnych zasad przenoszenia zawodnika z klubu do klubu. Jakże top inaczej wyglądało niż dziś, aż nie można uwierzyć. 

Dalsze losy piłkarza związały już z Górnikiem, czyli z wielkim i utytułowanym klubem, do którego przeszedł… uciekając przed działaczami z Legii. Przezabawna, ale i trochę beznadziejna to historia. Szarmach uciekał także ze przed jednostką wojskową, i zamiast znaleźć się w armii, stał się górnikiem kopalni Knurów. Znalazł się także w drużynie, w ktorej grali piłkarze z pierwszych stron gazet, jak Zyga Anczok, Hubert Kostka czy Jurek Gorgon. Tu Szarmach rozwinął się bardzo, i tu dojrzewał jako napastnik.  W Zabrzu poznał także swoja żonę, i ten moment otworzył w jego życiu nowy piękny rozdział.

Kolejne strony książki przybliżają historie pierwszych chwil piłkarza w reprezentacji, kiedy Kazimierz Górski zabrał go na turnee po Ameryce, gdzie zagrał w meczu z Kanadą. Później pierwszy wielki turniej na Mistrzostwach w Niemczech w wieku 23 lat, podczas  których został liderem klasyfikacji strzelców. I oczywiście zbieranie zasłużonych komplementów, m.in. kolacja z Edwardem Gierkiem, urządzona w ramach podziękowań za osiągnięcia piłkarzy na turnieju w Niemczech , wyjazdy, i inne formy  gratyfikacji – to codzienne życie reprezentacji po tym wielkim turnieju.
Ale piłka to  nie tylko radosne chwile. Autorzy opisują tez smutny mecz z Holandią na stadionie w Chorzowie 1074 r., kiedy Polacy byli pewni awansu na Mistrzostwa Europy,  a wyszło zupełnie inaczej. Tak samo finał olimpijski przegrany z Niemcami przyniósł srebrny medal za co trener Górski i piłkarze byli mocni krytykowani, czy przykry mundial w Hiszpanii 1982 r., kiedy w złym nastroju Szarmach rozstawał się z reprezentacją. Podobne przejścia miał z Antonim Piechniczkiem, który powołał go do reprezentacji, a potniej chciał jak najszybciej wyrzucić. 

W książce pojawia się tez wiele zabawnych historii opowiedzianych m.in. przez Szarmacha, jego wspomnienia o kolegach z boiska. W ciepłych słowach wspomina np. Grzegorza Latę, nazywając go swoim bratem bliźniakiem (mówiono na nich Bolek i Lolek). Przybliża tez postać Kazimierza Deyny,  którego szanował za wspaniałą grę, i za to jakim był człowiekiem. Szarmach parę slow poświęcił także trenerom, choćby Jackowi Gmochowi, który musztrował zawodników jak w wojsku, prowadząc ciągłe kontrole zdrowia i tropiąc ich życie osobiste. Za jego kadencji Szarmach nie był już podstawowym zawodnikiem reprezentacji, a w końcu został z niej wyrzucony z powodu złych relacji między nimi. 

Nie zabrakło tez opowieści o życiu rodzinnym Szarmacha we Francji, oraz o jego przygodzie trenerskiej w klubach: Clermont-Ferrand, Chateauroux, a w końcu Zagłębie Lublin, i własnej działalności w warszawie (prowadzenie kursów menedżerskich. Był to dla byłego piłkarza dobry czas wytchnienia, kiedy martwił się tylko o pomaganie zawodnikom w transferach.

Przed każdym rozdziałem pojawiają się także wyodrębnione fragmenty autorstwa rożnych osób, np. Guya Rouxa trenera AJ Auxerre, wspominającego z sentymentem mecz Szarmacha i jego koleżeński gest na meczu z Rouen, czy wypowiedz trenera Andrzeja Strejlaua na temat meczu Arki z Zawiszą, kiedy to Szarmach zwrócił jego uwagę wspaniałą grą głową.  Nie zabrakło też historii opowiedzianej przez żonę piłkarza, o wspólnym życiu i rodzinie. 

Książkę bardzo przyjemnie się czyta. Każda kolejna strona wnosi coś ciekawego, czasem trochę humoru, ale i zaskoczenia. Nie jest długa, a zawiera wszystko to, co wiedzieć trzeba o zawodniku takiego formatu. Podczas lektury trochę robi się żal Szarmacha, i wielu mu podobnych, dobrych piłkarzy, którzy przez złe decyzje selekcjonerów, zostali zatrzymani w pewnym momencie gry dla Polski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz