sobota, 25 lutego 2017

Korporacyjne dyskursy

AUTOR: Red. Jerzy A.Krakowski
TYTUŁ: Lemingi. Młodzi, wykształceni i z wielkich ośrodków
WYDAWNICTWO: Fronda
ROK WYDANIA: 2014

O czym są Lemingi? O lemingach. I kropka. Tyle by wystarczyło, aby streścić książkę w jednym zdaniu. Szczerze przyznam, że spodziewałam się trochę innej lektury, ale to były mocno oddalone przypuszczenia. Ogólnie nie czytało się źle, bo były dużo śmiechu (chociaż w sumie gorzkiego) i narracja oprowadzona płynnie, bez żadnego zacięcia. A groteskowo musiało być i już, bo na tapecie znalazła się grupka młodych zagubionych ludzi z korporacji „Kolektyw” Call Center.

W kilkunastu zgrabnie skreślonych opowiadaniach pojawia się szef korpo Fabian, stażysta Alex, kolega gej, Maryna, Jagoda (frendziary) i Nowy z Podkarpacia, czyli rasowy wąsaty Janusz. Wszyscy oprócz Nowego to typowi konformiści, idący z falą, kochający Unie Europejską i Tuska. Nie cierpią PIS-u z Kaczafim na czele, bo się go boją, tak samo jak Korwina. Stąd tak często te dwie osoby pojawiają się w przykrych żartach pracowników korpo, żyjących beztrosko i raz po raz dekonstruują zastaną rzec rzeczywistość. Nie lubią też churchingu, wyznają zasadę wszystko mi wolno a zwierzęta traktują na równie z osobami. Na przerwach w pracy koniecznie muszą wypić sojową latte, zjeść tofu, kiełki  i jajecznicę bez jajek. To nic, że pensja starcz tylko do połowy miesiąca, najważniejsze to być cool i czytać newsy z Newsweeka. Swoich zachowaniem przeczą istnieniu takich wartości, jak rodzina, małżeństwo, patriotyzm. W odwróconej do góry nogami rzeczywistości prowadzą swoje rajskie życie, wtłoczeni w wir wielkomiejskich korporacji. Bohaterowie są tacy sami, beznamiętni i nudni, a ratuje ich tylko humor, okropny, ale mający drugie dno. Nie można się nie uśmiechnąć, widząc takie neologizmy, jak: homofony, osoby płodzące, kotoosoby, churching alert. Lub czytając, że mieć telewizor, czy smatfona bez jabłka to siara.

Książka skłania do głębszych przemyśleń na różne tematy, a szczególnie kieruje uwagę na młodych gniewnych, biednych duchowo. Zawłaszczeni przez swoje miejsca pracy (mimo liberalnych zasadach wolności i równości, jakim przyklaskują), pociągani za sznureczki przełożonych, idą bez celu przez koel jen dni pracy. Ich głównym celem jest być na topie, brać nadgodziny, aby przeżyć, i pluć na wszystko co ma w sobie choć szczyptę tradycji i polskości. Młodzi przegrani z ipponem przy uchu, zapychający dziury samotności bezproduktywnymi dialogami o sytuacji na świecie, której całkowicie nie rozumieją. Pomoc dla Afrykańczyków opiera się według nich na lajkach na fejsbuniu, czyli zero działania dużo gadania w każdej dziedzinie życia.


W sumie można te książkę czytać w dowolnie wybranym fragmencie, i tak będzie się wiedzieć o co chodzi, a właściwie to… o nic szczególnego. Warto jednak przeczytać, choćby z tego powodu, że napisana jest obrazowym językiem z masą zabawnych słów, lekko i zabawnie. Przy okazji zmusza do zagłębienia się w siebie, i zapytania siebie, i dokładniejszego przefiltrowania swoich zachowań. Smutny obraz społeczeństwa wchodzącego w dorosłe życie zatrważa, ale z kolei postać wąsatego Janusza, outsidera, daje nadzieję na lepsze jutro. Odwaga kontra strach przybierający postać wyrośniętych dzieciaków, bez indywidualnego spojrzenia na życie. Niestety mocno znane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz