środa, 15 lutego 2017

Wujo, wujcio, Wójcik!

AUTOR: Janusz Wójcik
TYTUŁ: Wójt. Jedziemy z frajerami! Całe moje życie.
WYDAWNICWO: SQN
ROK WYDANIA: 2014

Już od pierwszych stron książki można poznać prawdziwą naturę Janusza Wójcika, trenera reprezentacji Polski piłki nożnej. Impulsywny, czasami wulgarny, lekkoduch, ale i dobry człowiek w ogólnym rozrachunku. Chociaż dane mu było prowadzić biało-czerwonych tylko przez dwa lata, dzięki talentowi ale i mocnych nerwach, wniósł wiele dobrego w rozwój drużyny narodowej.

Mimo wielu negatywnych cech charakteru, jakimi epatuje Wujo (jak sam siebie nazywa), można go lubić. O swoich piłkarzy dbał, jeśli tylko wkładali całe serce w treningi, ludzi szanował, i poświęcał się dla piłki w całości. Kiedy ktoś wszedł z nim w konflikt, potrafił być  bezwzględny, mówił zawsze szczerze to, co miał na myśli. Pisząc swoją biografię, również nie koloryzował, przedstawiając całe swoje życie w jasnym świetle.

Lekturę ułatwia przejrzysty podział książki na kilka rozdziałów, np.: Projekt Barcelona, Moja Jagiellonia, Cypr jest nasz, Polityka, czy Frajerzy i bohaterowie. Każdy z nich dodatkowo zawiera podtytuły, co jeszcze bardziej porządkuję tekst. Dzięki temu nie rodzi się zbędny chaos, i nie można zgubić się w zawiłości dat i nazwisk, przeplatających się w biografiach nieustannie. Oprócz tego łatwiej można zapamiętać różne wątki, czy tez wrócić do konkretnego miejsca, bez konieczności wertowania całej książki. Każdy fragment czyta się jak sensacyjne opowiadanie, opatrzone wartką akcją, i opowiedziane żywym językiem. Czyli po prostu idealne odzwierciedlenie żywiołowego i  nieobliczalnego  Wójcika.

Zaczyna się ostro, od opowieści o Igrzyskach w Barcelonie, i wcześniejszej drodze do awansu na tą sportowa imprezę. Wujo z  młodzieżową olimpijską reprezentacją Polski zdobył tam oczywiście srebrny medal. Oprócz przedolimpijskich zmagań piłkarskich, i tych na igrzyskach, można poczytać o wielu komicznych sytuacjach, jakie miały miejsce podczas przygotowań do wyjazdu i podczas pobytu w Barcelonie, ale od strony poza boiskowej. Wujo wypowiedział się o tym w taki o to sposób:
„Cały ten wyjazd to był taki, za przeproszeniem, kabarecik – gdyby mi ktoś powiedział wcześniej to bym nie uwierzył. Piłka piłką, ale najciekawsze działo się, że tak powiem, po godzinach”.
Pojawia się tu historia z badaniem antydopingowym zawodników polegającym na wypiciu przez nich piwa…, zabawne sytuacje po przylocie do Sardynii, gdzie udał się Wójcik ze swoim asystentem Strejlauem, aby  obserwować mistrzostwa świata we Włoszech (brak transportu, hotelu, obstawa policyjna towarzysząca na każdym kroku trenerom itd.). Istna komedia a czasami tragifarsa.

Pod koniec tego rozdziału Janusz Wójcik wypowiada się o kilku piłkarzach ze swojej drużyny, nie szczędząc im słów pochwały ale i krytyki, oczywiście konstruktywnej. I tak poznamy jego zdanie m.in. o Dariuszu Adamczuku, Marku Bajorze, Andrzeju Juskowiaku, Jerzym Brzęczku, Wojciechu Kowalczyku czy Marku Koźmińskim.

Następny fragment książki dotyczy kariery piłkarskiej Wójcika i podróży w latach 1967-1980. Czyli znajdziemy tu trochę informacji dotyczących młodych lat Wuja – gry w Gwardii Warszawa, Agrykoli, w Pakistanie w zespole Rawalpindi, gdzie pojechał ożenić ze swoją narzeczoną. Wątek ten zostaje szerzej rozwinięty przez Wójcika, który szczegółowo opisuje, jw. Jaki sposób dostał się na daleki Wschód. Ten czas również obfituje w niesamowite historie, które przynoszą sporą dawkę śmiechu, a nieraz tchną tragizmem (np. opis strzelaniny w Kabulu).

Kolejny rozdział traktuje o pobycie w klubie Jagiellonia w latach 1886-1987, gdzie Wójcik podjął pracę trenerską. Oprócz solidnego wycisku jaki dawał piłkarzom, wyprowadzał drużynę z końca tabeli drugiej ligi do… ekstraklasy, i pozyskiwał także pieniądze dla biednego klubu. Później jednak nadszedł czas zajęcia się sprawami rodzinnymi (narodziny syna), co skłoniło Wuja do powrotu do Warszawy. Do tej pory jest witany w Białymstoku z należytymi honorami.  

Następna przygoda to rola trenera w Legii Warszawa, z którą zdobył podczas pierwszego sezonu pierwsze miejsce w lidze. Niestety tytuł Mistrza Polski klub stracił po zarządzeniu PZPN, który przyznał to miejsce Lechowi Poznań. Wójcik szeroko rozpisuje się na ten temat w gorzkich słowach – o  śledztwie w tej sprawie, przesłuchiwaniu zawodników itd. Wyraża otwarcie swoje oburzenie, i wskazuje winnych całego zajścia.

Kilka ciekawych historii przeczytamy w rozdziale Pochód szejków 1994-1997. Wójcik podjął pracę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie prowadził reprezentację olimpijską oraz klubowe drużyny. Był to złoty czas dla Wuja, bo oprócz bogactw w jakie opływał, szanowano go mocno za postawę trenerską, i za to jakim był człowiekiem. Miał wszystko czego zapragnął, zdobył cenne doświadczenie, i jak to wójcik - przeżywał tu dobre, ale i niezbyt przyjemne sytuacje. Tak go lubiano, że miał propozycję przyjęcia obywatelstwa kraju, co przyniosło by mu wielki majątek, przebywanie wśród wachlujących Arabek i nazwisko się Abdullah Wójcik. Zwyciężyła jednak Polska. I dobrze się stało. Pomyślał, pewnego dnia, że ma jeszcze do wykonania ważną misją w swoim kraju, że chce zostać terenem kadry: „A wiecie, że jeśli ja czegoś chcę, dopinam swego. I tak też był tym razem”.
Jako szkoleniowiec reprezentacji Polski, mógł się wykazać w latach 1997-1999. A jak to się stało, że znalazł się na tym miejscu? Miała na tę sytuację wpływ jedna historia, w którą był zamieszany ówczesny prezydent Rzeczpospolitej Polski A. Kawaśniewski. Wtedy też Wujo wszedł w konflikt z prezesem PZNP Dziurowiczem, który miał już wybranego kandydata na trenera drużyny biało—czerwonych. Oprócz tej historii poznamy system szkolenia kadry przez Wójcika, oraz zdanie jakie miał na temat swoich zawodników, m.in.: Rafała Siadaczki, Adama Matyska, Tomasza Kłosa, czy Jacka Bąka. Następnie w skrócie zostały przybliżone eliminacje do mistrzostw Europy 2000, które przyniosły niestety Wójcikowi porażkę trenerską, w wyniku czego został zwolniony.

Obok wielu ciekawych i przezabawnych historii związanych bezpośrednio z piłką i piłkarzami, Wójcik odkrywa też karty te mocno osobiste. Bez ogródek pisze o życiu rodzinnym, pierwszej i drugiej żonie, rozwodzie, ciągłych flirtach, i skłonności do kobiet oraz alkoholu. Nie maskuje się, mówi prawdę, zwracając się wprost do czytelnika: „Nie będę zresztą owijał w bawełnę – znacie mnie i wiecie, ze od kobiet nie stroniłem w żadnym momencie mojego życia”. Takich wypowiedzi jest więcej, i dzięki nim niweluje się dystans miedzy autorem a odbiorą tekstu. Szczerze wypowiadają się też o Wójcie piłkarze -  Wojciech Kowalczyk (ulubieniec Wuja) czy Tomasz Hajto, którzy wspominają o treningach, wzajemnych relacjach, sposobie prowadzenia drużyny.

Książka bardzo udana, bo prawdziwa, i rzetelnie przygotowana do druku. Faktycznie, można poznać dokładnie Wójcika i jego koleje losu, oraz poczuć do niego sympatię, mimo tego, co o sobie opowiada. Wielokrotnie zwraca się do czytelnika w sposób bezpośredni, jakby prowadził dialog, zadaje pytania, na które zaraz odpowiada. Czyta się obrazami, które tworzą udaną, zwartą kompozycję. Wójcik żyje na pełnym gazie, i ceni sobie życie, starając się zawsze dać z siebie to, co ma najlepszego, ale i korzystać z niego do woli. Świadczy o tym żywy język i otwartość, którą Wójcik zaraża.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz