wtorek, 9 grudnia 2014

Pod niebieskim parasolem





  AUTOR: Stephen King
  TYTUŁ: Pan Mercedes
  WYDAWNICTWO: Albatros
  ROK WYDANIA: 2014

    Zaczyna się ostro i bez znieczulenia. Mamy szybką umiejętnie zaplanowaną akcję przygotowaną przez zabójcę z mercedesa, wjeżdżającego rozpędzonym autem  w tłum ludzi,  czekających w kolejce do biura pracy. Tragedia, ból jednych a z drugiej strony radość Brady’ego  z dobrze wypełnionego zadania  -  takie skumulowanie napięcia i przeciwstawnych emocji  mogło się zdarzyć tylko u Kinga.

     Emocje są dużo większe ze względu na wprowadzenie od samego początku  w samo jądro fabuły.  Otóż przed pośredniakiem rozgrywa się mini scenka sytuacyjna, w której rodzi się więź sympatii a może nawet zauroczenie między młodym chłopcem a samotną kobietą z dzieckiem na ręku. Rozmowa przez nich prowadzona zdaje się być początkiem czegoś więcej a tu nagle pojawia się coś, co burzy klimat rodzącego się uczucia. Jednak ten dzień należał do Pana Mercedesa. A to co zrobił było dopiero początkiem planowanych przez niego akcji.

 Najważniejsze jest to, że czytelnik od początku poznaje jedna po drugiej nowe przesłanki na temat osoby Brady’ego. Wie kto zabił i co dalej planuje. Natomiast emerytowany detektyw Bill Hodges nie ma pojęcia kto był sprawcą tego okrutnego czynu. Sam krok po kroku dzięki tytanicznej pracy dowiaduje o tym, co pozwoli mu dotrzeć do sedna sprawy. Buduje swoją wiedzę przy pomocy 17-letniego czarnego chłopca Jerome, speca od komputerów i jak się później okazuje niezastąpionego wspólnika w detektywistycznych podchodach. Później na arenę wkracza zagubiona, chora nerwowo kobieta, która dzięki swojej determinacji i odwadze wniesie niebagatelny wkład w dalszy przebieg śledztwa. Odrobina szaleństwa zaprezentowana w jej wykonaniu wnosi w akcję wiele ciekawych zwrotów sytuacji i niespodzianek. Przy okazji praca przy sprawie Pana Mercedesa wiele zmienia się w jej życiu, poznaje nowych ludzi i samą siebie, co w końcowym rezultacie przyniesie zaskakujące efekty.  
    Ciekawie nakreślone są sylwetki poszczególnych postaci. Jawią się jako osoby z krwi i kości, ludzie ze słabościami i problemami życia codziennego. Choćby postać Billa Hodgesa - między wierszami można wczytać się w dziennik jego życia  a raczej serca. Zobaczyć człowieka samotnego, z tęsknotą  za kimś bliskim,  wyrzuconego nagle z wiru pracy w mury zacisznego domu, gdzie przyjdzie mu się zmagać ze swoimi bolączkami. O tym wie także zabójca i będzie wszelkimi sposobami starał się uprzykrzyć życie starszego pana, a ściślej rzecz ujmując  doprowadzić go do samobójstwa. Aby ten „tłusty glina” – jak go nazywa, więcej nie cieszył się z wykonywanej pracy, nie miał po co i dla kogo żyć.
    Z o wiele większą emocją i napięciem czyta się książkę kiedy wszytko jest jasne, sprawca wiadomy i pośrednio czynniki, które go popchnęły do tego czynu. Wciąż odczuwa się więc to nieustanne napięcie między Brady’m a Billem. Szczególnie ma ono swój wyraz w elektronicznej rozmowie dwóch oponentów, odbywającej się na portalu internetowym Pod niebieskim Parasolem Debbie. Każda zaczepka zabójcy otrzymuje mocna i przemyślaną ripostę Hodgesa. Jeden zarzuca sieć drugi się na nią łapie. Kto tu jest ofiarą a kto katem?
Autor wpuszcza nas także do domu oprawcy. Poznajemy historie jego rodziny, kolejnych jej członków oraz różne sytuacje jakie stały się ich udziałem. Tu rozgrywają się sceny niczym z thrillera. Matka, wiecznie zapita, zapatrzona bezmyślnie w telewizor, dla której jedyną drogą pokonywaną wielokrotnie w ciągu dnia jest trasa łóżko-barek oraz syn. Odwieczny „cukiereczek” mamusi. Nie umie uwolnić się od niej uwolnić ale nie umie dać sobie także rady z przeszłością i  z jej demonami.

    Podsumowując, jest to bardzo dobra książka. Kinga czytałam pierwszy raz także nie będę jej porównywać do poprzednich, szukać „klisz”, dopatrywać się podobieństw i jakiegoś novum w budowaniu świata fabularnego czy w rysunku postaci. Myślę, że lektura zasługuje na największe uznanie wtedy, kiedy czyta się szybko  i nie chce się skończyć. Tutaj właśnie tak jest. A wpływa na to wiele czynników, chociażby pomysłowość, nieprzewidywalność rozwoju zdarzeń a także aktywność wyrażająca się w ruchu akcji napędzanej działaniem ale i emocjami.
Ja na pewno sięgnę po kolejną książkę autora aby jeszcze raz zasmakować jego stylistyki i pomysłowych konceptów będącymi filarami lektury. I mocno wierzę, że szybko nie runą.

środa, 3 grudnia 2014

Premiera




„Assassin’s Creed: Pojednanie” – najnowsza powieść Olivera Bowdena z bestsellerowej serii już od 3 grudnia w księgarniach.
Rok 1789; nad Paryżem wschodzi świt rewolucji francuskiej. Uciskany przez arystokrację lud powstaje. Bruk ulic spływa krwią – rewolucyjna sprawiedliwość ma wysoką cenę…
W czasach, gdy bogatych i biednych dzieli przepaść, a kraj rozdzielają wewnętrzne napięcia, Arno i Élise, młody mężczyzna i młoda kobieta, walczą, by pomścić wszystko, co stracili.
Wkrótce zostają wciągnięci w odwieczną wojnę asasynów i templariuszy, w świat pełen niebezpieczeństw – straszniejszych, niż mogli sobie wyobrazić.
Zapraszamy do odsłuchania fragmentu historii opowiadanej przez Élise; tym razem narrację – po raz pierwszy w historii serii – prowadzi głos żeński. Interpretacji pamiętnika wyjątkowej templariuszki – Élise de La Serre – podjęła się Julia Kołakowska-Bytner:

środa, 26 listopada 2014

Matematyczna układanka



 AUTOR: Marek Krajewski
 TYTUŁ: Władca Liczb
 WYDAWNICTWO: Znak
 ROK WYDANIA: 2014


Władca liczb jest moją pierwszą książką autorstwa Marka Krajewskiego, dlatego też nie mam punktu odniesienia do poprzednich powieści nakreślonych piórem tegoż autora. Ci którzy je znają, mogą dać bardziej precyzyjną ocenę jeśli chodzi o novum dotyczące fabularnego świata, intrygi, pointy, natomiast ocena ze strony osoby takiej jak ja, może opierać się tylko na tym jednostkowym tytule. Może to i lepiej bo niektórzy stwierdzają, że to już było i nic nowego nie stało się ich udziałem. Było nie było, dla mnie ten kryminał  jest bardzo dobrą lekturą, zachwycającą oryginalnym stylem, dobrym konceptem i efektownym zakończeniem. I chociaż nie przepadam za tego typu literaturą, o tej książce mogę powiedzieć, że jest wyjątkowo udana.

Mamy rok 1956. Siedemdziesięcioletni już detektyw Edward Popielski wciąż aktywnie działa w malowniczym światku Wrocławia, rozwikłując kolejną, trudną sprawę zleconą mu przez hrabię Władysława Zaranka. Otóż zagadka jest wyjątkowa bo ociera się o magię, demonologię i tym podobne kwestie, które zagorzałemu przecież racjonaliście Popielskiemu, spędzają sen z powiek. Sprawa jest jasna  -, jeśli udowodni chorobę psychiczną Eugeniusza Zaranka,  brata swojego zleceniodawcy, ten drugi otrzyma ogromny spadek po wuju. A sam wykonawca zadania zostanie obficie nagrodzony.  Ale nie jest to główny asumpt do działania Edwarda. On chce przede wszystkim położyć kres historii władcy liczb - Belmisparowi, obdarowywanemu przez kolejnych trzech samobójców ofiarą ze swoich ciał, ze swojego życia. Demon działa wtedy, kiedy rachunek matematyczny np.  danego dnia, godziny układa się w ciągi parzyste i nieparzyste naprzemiennie. Zadanie zdaje się przerastać wyobraźnię i moc sprawczą detektywa, dlatego po jakimś czasie sam zadaje sobie pytania, co do prawdy zawartej w historii spisanej przez Eugeniusza,  postrzeganego przecież przez brata  za osobę niezrównoważoną psychicznie.  Jednak nie jest to pewnikiem i dlatego wszystko bardzo może się pokomplikować. I tak też się dzieje.
 Oprócz sprawy związanej z matematycznym szaleńcem Popielski trafia, nie bez pomocy swojej kuzynki Leokadii, na trop wróżki, jej córeczki i asystenta, którzy mogą mieć jakiś związek z całą sprawą. Sytuacja zaognia się a mroczne siły zdają się ujawniać ze wzmożoną siłą. Trzeba działać szybko, aby kogoś uratować. Myśleć sprawnie i szybko wiązać fakty, aby niczego nie przeoczyć. W finalnym momencie atmosfera robi się naprawdę mocno gorąca.

Jak już wcześniej wspomniałam autor ma bardzo dobry styl i dlatego czyta się z ciekawością każdą stronę. Nie ma miejsc pustych i gołosłowia. Fabuła zgrabnie zorganizowana, pełna dobrych zwrotów akcji, która szybko się toczy. Ciekawym zabiegiem (tak jak podobno u Krajewskiego bywa) jest klamra kompozycyjna, zamykająca historię w jedną zgrabną całość. I pointa. Zazębiająca się z tym, co czyta się na początku, będąca dopełnieniem ciekawego „prologu”. Kiedy wydaje się, że nic z tego, poszukiwania i zamierzenia poszły na marne, pojawia się niczym Deus ech Machina ktoś kto zapala światło w mroku niedomówień, piętrzących się pytań.
Władca liczb może zawładnąć na czas lektury wyobraźnią. Wywołać wiele wrażeń i emocji. Matematyczna zagadka, bestia rządna liczb i ofiary, no i zawiązany w tę sprawę Popielski, próbujący ją w sposób finezyjny rozwiązać.