poniedziałek, 14 lipca 2014

W drodze do zdrowia



Autor: Aaron Kheriaty, John Cihak
Tytuł: Katolicki przewodnik po depresji
Wydawnictwo: M
Rok wydania: 2013



   Wśród mnogości poradników i przewodników po depresji czy innych chorobach układu nerwowego, trudno znaleźć coś naprawdę rzetelnego, co będzie zawierało nie tylko znane większości porady ale i spojrzenie na problem od strony naukowej. Aby podjąć z czymś walkę trzeba to zrozumieć i starać znaleźć przyczyny a później dopiero podejmować próby wyeliminowania źródeł powstałej dolegliwości. W  Katolickim Przewodniku po Depresji autorstwa Aaron Kheriaty i Johna Cihak mamy właśnie takie dwubiegunowe podejście do sprawy, a na dodatek – szczególnie dla osób wierzących – rozbieranie depresji na czynniki pierwsze w  kluczu religii, odniesieniu do Boga i świętych.
   Po dość obszernym wprowadzeniu do lektury autorzy zaczynają przyglądać się chorobie pod kątem jej rodzajów i przyczyn. Naprawdę wiele jest w tym rozdziale rzeczy, o których można mieć tylko jakieś odlegle, mgliste pojęcie. Kolejno, pojawiają się dywagacje na temat choroby i jej związków z życiem duchowym, omówienie zaburzeń pośrednich oraz wskazanie na problem samobójstw, będących skutkiem depresji. Druga części książki ukierunkowana jest w całości na problem radzenia sobie z  chorobą, dzięki przedstawianym tu sposobach leczenia (leki, psychoterapia) oraz pomocy duchowej, ze zwróceniem uwagi na istotę Synostwa Bożego i nadzieję w cierpieniu.
Na szczególną uwagę, według mnie, zasługuje kilka przedstawionych bardzo dokładnie kwestii. Pierwsza z nich dotyczy porównania dystymii – czyli łagodnego stanu depresyjnego, do depresji typu melancholijnego, ze zwróceniem uwagi na objawy psychomatyczne występujące w przedstawionym  schorzeniu. Autorzy rozróżniają także depresję dwubiegunową (maniakalno-depresyjną) od jednobiegunowej (np. ciężkie zaburzenia depresyjne) oraz omawiają szerzej zaburzenia nerwicowe, do których zalicza się m.in. zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, zespół stresu pourazowego, panika).  Ciekawie przedstawione są także dwa typy „nocy” opisane przez św. Jana – ciemna noc zmysłów i ciemna noc duszy. Te dwa pojęcia źródłem częstych błędów  w ich rozróżnianiu od siebie a dla niektórych stają się niestety ze sobą tożsame.
Co jest główną przyczyną depresji? Jak się okazuje wypływa ona z nadmiernego poczucia winy. Dlatego też fundamentalne znaczenie w leczeniu ma fakt rozróżnienia normalnego i patologicznego poczucia winy. W naświetleniu tej sytuacji można zobaczyć zamysł autorów co do przedstawiania tematu w świetle wiary i życia duchowego – psychiatra ma moc wyleczyć człowieka od chorego poczucia winy, ale nie ma sposobu na wyleczenie sumienia ogarniętego takim samym skażeniem. Tutaj w sukurs przychodzi już pomoc osoby zaangażowanej w życie religijne (pośrednio) a w rzeczywistości nastawienie samego pacjenta, przemeblowanie swojego serca i oczyszczenie się z grzechu. O tym jak sobie radzić z depresją uczyli już dawni myśliciele, tacy jak Sokrates , Platon czy Arystoteles, a  ich myśli zaadoptowali i rozwinęli Św. Tomasz i Św. Augustyn. Chodziło im m.in. o cnoty ukierunkowujące na Boga oraz  o życie cnotami, wzrastanie w cnotach naturalnych, które wydoskonalają ludzka naturę.
Wspomina się także o psychologii pozytywnej Martina Seligmana – czyli skupieniu sie podczas leczenia na cechach pozytywnych, na tym co jest poprawne i  w czym widać jakieś światło prowadzące do szczęścia. Dalej zostały przedstawione cechy (wyodrębnione przez naukowców wiernych myśli Seligmana) będące podstawą zdrowia psychicznego i rozwoju człowieka.
Autorzy nie zapominają także o takich aspektach prowadzących do odzyskania równowagi duchowej, jak:  dieta, ćwiczenia ( obniżających jak wiadomo poziom hormonów stresu, regulujących stężenie płytek krwi, pomagających w uwolnieniu endorfiny) oraz higienę snu  i dobre kontakty z innymi ludźmi. Należy tez pamiętać o dawnej ale wciąż aktualnej regule zakonów Benedyktynów- Ora et labora (módl się i pracuj): „Świętość nie jest wyłączną prerogatywą księży i zakonników obojga płci, nie jest też zarezerwowała dla tych , którzy są zdrowi fizycznie i psychicznie. Powinna ona być celem dla każdego z  ans, także tych, którzy cierpią, walcząc z różnymi zaburzeniami umysłowymi, takimi jak depresja. Bóg wszystkich nas powołał do świętości, a że większość naszego czasu poświęcamy na zwykłą pracę zawodową i obowiązki domowe, zatem taka zwykła praca musi znajdować się pośród innych śródków prowadzących do świętości” s. 284. No właśnie,  uświęcenie się poprzez pracę łączy się z kontemplacją, czyli modlitwą. Człowiek dzięki wypełnianiu codziennych obowiązków z miłością i przyjęciu swojego cierpienia łatwiej przejdzie przez próbę choroby i będzie starał się wzbudzić w sobie chęć do życia. Właśnie tę prawdę starają się przetransportować autorzy przez kolejne karty przewodnika. Wiara nie sprawi, że stanie się cud (choć i takie się pewnie zdarzają) i ktoś nagle wyzdrowieje, bez włożenia żadnego wysiłku w dążność do powrotu do normalności. Ale współpraca z Łaską Bożą i szukane pomocy u lekarzy, daje większą możliwość w uzyskaniu pełni zdrowia, zarówno psychicznego jak i duchowego. Często zdarza mi się słyszeć takie frazesy, że ludzie niepotrzebnie wydają pieniądze na lekarzy, a wystarczyłoby iść do konfesjonału. Owszem, jest to może i prawda kiedy przyczyną choroby jest tylko i wyłącznie grzech. Natomiast wtedy, gdy człowiek cierpi na jakieś zaburzenia emocjonalne, czy jest mocno zraniony wewnętrznie, potrzebuje także fachowej pomocy psychiatry czy psychologa  A z  czasem także leków.
Także idąc po tropach Przewodnika… trzeba pamiętać, żeby duchowość łączyć z tym co ludzkie i szukać miejsc wspólnych, zaakceptować swoje cierpienie jako tajemnicę, coś co jest zakryte przez Boga przed człowiekiem, ale i coś, co ma głęboki sens.
   W książce znajduje się także masa innych przykładów dotyczących radzenia sobie z chorobą. Oprócz nich znajdziemy też wiele metod i terapii stosowanych w leczeniu depresji przez lekarzy a każda  z nich jest dobrze opisana i przypisana do określonego zaburzenia. Autorzy zadbali aby na końcu dodać kilka stron z modlitwami mogącymi służyć jako pomoc w strapieniu, nie tylko w   ciężkich depresjach ale i w zwykłych codziennych przeciwnościach losu. Warto sięgnąć po tę publikację, choćby po to aby być mądrzejszym na przyszłość i zapobiegawczym, aby pomóc sobie i innym zrozumieć cierpienie czy próbować z niego wyjść bez większych problemów zdrowotnych i uszczerbków na duszy.



niedziela, 13 lipca 2014

Spis rzeczy (nie)ważnych

Autor:   Grégoire Delacourt
Tytuł: Lista moich zachcianek
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Rok wyd.: 2013

  Pierwsza myśl, jaka rodzi się po przeczytaniu książki brzmi: jakim cudem mężczyzna tak dobrze potrafił wczuć się w kobiecą psychikę, aby napisać właśnie taką książkę? Duży ładunek emocjonalny wyrażony w ukazywaniu wrażliwości kobiecego serca i filtrowaniu codziennych, natrętnych myśli głównej bohaterki Jocelyne, to mocny trzon tej krótkiej, ale brzemiennej w psychologiczno-moralne aspekty powieści.
  Na tym tle autor umiejętnie buduje świat fabularny, stawiając w spektrum rozważań pytanie o sens życia, bogactwa i istotę szczęścia człowieka. Osobą, w której rodzą się i później konkretyzują w jakimś sensie te pytania, jest kobieta Jo, matka dwójki dzieci, niedowartościowana żona szukająca swojego miejsca i odpowiedzi na pytania, jakie stawia przed nią życie. To z jednej strony bardzo smutna kobieta. W 17. roku życia straciła matkę, później przyszła choroba ojca – udar mózgu – a wraz z nim zaniki pamięci i odzyskiwanie świadomości na sześć minut rozmowy, w których córka starała się dotrzeć do serca taty. No i mąż, oskarżający ją o śmierć córeczki. Oprócz tego Jocelyne ma także innego wroga – dręczące ją myśli o własnej bylejakości, poczuciu niedowartościowania i braku prawdziwego zainteresowania ze strony współmałżonka. Otrzymujemy zapis smętnych przemyśleń bohaterki snutych podczas codziennych czynności czy wspominania tego, co miało kiedyś miejsce. Wycieczki w przeszłość dają pełny obraz kondycji psychicznej kobiety, mocno poranionej przez życie, starającej się mimo wszystko ukonstytuować w zastanej rzeczywistości. Te małe-duże radości znajduje w tym co wydawałoby się jest prozą dnia codziennego: w nielicznych wybuchach miłości męża, w zwykłych sytuacjach, jednym słowem w roli, jaką przyszło jej w życiu spełniać. Bohaterka wydaje się być pogodzona ze sobą i nie narzeka, a jej jedyną formą sprzeciwu jest ta cicha spowiedź z życia, którą chłonie się tak, jakby były to słowa jakiejś bliskiej osoby. I można by tak dalej przeżywać wewnętrzne dylematy Jo, współcierpieć z nią i zastanawiać nad własnym życiem, gdyby nie sytuacja wymagająca od niej nowej, konkretnej i odważnej postawy. Nagle z dnia na dzień Jo staje się właścicielką wygranego kuponu lotto na 18 milionów. Po pierwszym szoku, i po obowiązkowej wizycie u psychologa tłumaczącego jej ,jak taka suma pieniędzy może zmienić życie człowieka, rodzi się masa znaków zapytania. Od tej pory Jocelyne sporządza tzw. listę zachcianek, czyli rzeczy wymarzonych przez nią i przez jej męża. Z biegiem czasu wykreśla z tego długiego spisu poszczególne pozycje i wciąż myśli co teraz zrobić, jaką drogę wybrać. Czek schowany głęboko w szafie czeka na decyzję bohaterki, a o wygranej nikt nie wie. Przez kolejne kartki książki napięcie rośnie i człowiek zastanawia się, jaki będzie finał tej sprawy. Ciąg wydarzeń przyjmuje jednak niespodziewany obrót. Zaskakuje i troszkę przeraża. Książka naprawdę wciąga. Od pierwszej strony. Nie jest to słodka powieść dla kobiet, mimo że główną bohaterką jest przedstawicielka płci pięknej. Tutaj chodzi o zupełnie coś innego. Ważą się podstawowe pytania egzystencjalne, pojawiają się kwestie związane z największą tajemnicą na świecie, jaką jest człowiek i wiele innych pytań, jakie każdy z nas może sobie zadać.
  Po lekturze warto się zastanowić co by znalazło się na mojej liście zachcianek. I czy to na pewno będzie lista opatrzona właśnie takim tytułem?

Recenzja zamieszczona wcześniej na stronie Papierowe Myśli 

Nowa księgarnia