poniedziałek, 11 sierpnia 2014

W kręgu stereotypu



  Kwartalnik dwujęzyczny (poslko-angielski) poświęcony dziedzictwu i kulturze Europy Środkowej, wydawany przez Międzynarodowe Centrum Kultury.

Najnowszy numer czasopisma Herito oferuje wiele cennych artykułów z szeroko pojętego tematu stereotypizacji. Zagadnienie to rozpatrywane jest w różnych kontekstach, zarówno narodowościowym, co mamy już  zasygnalizowane w tytule przewodnim pisma, ale i tych które dotykają sztuki i życia społecznego.  I tak mamy np. artykuł Emila Brixa: „Inne znaczenie 1989 roku”, gdzie wspomina o problemie globalizacji. Problem widzi w nieumiejętności budowania prawdziwej integracji w skutek strachu przez bliskością z sąsiadami, strachu przed utratą swojej tożsamości a w przypadku polityków utraty dumy narodowej. Autor zwraca też uwagę na powrót podziałów geograficznych, religijnych i kulturowych, co zamiast łączyć oddziela i wprowadza niepotrzebne konflikty oraz uprzedzenia. Podaje też miejsca, które mogą odbudować nadwątlone relacje w państwach unijnych, np. postrzeganie granic jako miejsc przemiany, czy szukania równowagi między centrum i peryferiami.

   W kolejnej pracy „Metafora i rzeczywistość” Shlomo Avinieri przedstawia swoje uwagi na temat różnych rodzajów nacjonalizmów i stereotypów, jak konkretne narody są postrzegane i odbierane przez innych. Swoje rozważania buduje na paradygmacie Martina Bubera opierającego się na  odniesieniu „Ja - Ty”, stanowiącego o potrzebie samookreślenia się względem drugiego człowieka. Autor  wychodzi od znanej metafory Morza Śródziemnego, dzielącego  dawniej ludy i kultury  Cesarstwa Rzymskiego, a teraz stanowiącego potężna granicę Wschodu i Zachodu. Avinieri zadaje pytania o status tych relacji, z jakich elementów są zbudowane, czy na zaufaniu czy wręcz przeciwnie na obcości i nienawiści. Wspomina  przy okazji o dwóch nacjonalizmach, pierwszym Giuseppego Mazziniego: „Staję się obywatelem świata, stając się najpierw obywatelem własnego kraju” oraz drugim – nazistowskim Heinricha Treitschliego „Żydzi są naszym nieszczęściem”. Pisze także o pozornych uniwersalizmach, które przyniosły ze sobą jedynie zło i zniszczenie, jak np.  ten pozornie emancypujący uniwersalizm Rewolucji Francuskiej czy pseudo zbawcze idee Marxa, będących fundamentami rosyjskiej racji stanu. Jest jednak zielone światło dla zmiany, ale zabłyśnie ono tylko wtedy gdy nastąpi globalna zmiana myślenia tak jak to miało, czy wciąż się raczej realizuje, w relacjach Polski z Niemcami, konkluduje autor. 

   Można też dowiedzieć się wielu ciekawych rzezy na temat Muzeum Kolumba, dzięki wywiadowi jakiego udzielił jego dyrektor Stefan Kraus Żannie Komar. Placówka należy do archidiecezji Kolonii, zbudowana na ruinach kościoła św. Kolumby a nowy budynek został zaprojektowany przez Petera Zumthora. Muzeum jest wyjątkowo ciekawe ze względu na znajdującą się tam kaplicę z lat powojennych, ruiny pamiętające II wojnę światową, ogród czy cmentarz. Na uwagę zasługuje fakt, że architekt sumiennie współpracował z pomysłodawcami muzeum, podczas 10-letniej budowy. Kraus opowiada o przestrzeni, jaką tworzyli  z zamysłem oddziaływania dzieł na siebie; mówi o swoim spojrzeniu na dzieło religijne, które jest takim wtedy, kiedy posługuje się własnymi środkami aby pytać o egzystencje. Wspomina także o ożywianiu obiektów w warunkach muzealnych oraz nakierowaniu na specyfikę miejsca i zmysłowe postrzeganie obiektów w urządzaniu przestrzeni palcówki.

Warto także przeczytać artykuł Piotra Majewskiego:Czciciele kamieni. Projekt Skopjenowe obiekty równowaga 2014”. Tzw. Plan odbudowy Skopje został opracowany przez międzynarodowy zespół architektów i urbanistów pod kierownictwem Adolfa Ciborowsksiego. Realizowano go od 2008 roku (zakrywano reklamami lub obklejano klasycyzującymi elementami ozdobnymi  fasady budynków modernistycznych) – takie zabiegi miały nawiązywać do architektury antycznej lud dobudowywaniu nowych przestrzeni (dawne budownictwo nie przekazywało narodowych wartości, macedońskich nośników pamięci). Nowej zabudowie poddany został Plac Macedonii oraz tereny do niego przyległe a także te położone po obu stronach Wardaru. Na centralnym miejscu stoi pomnik - Wojownik na koniu, przedstawiający Aleksandra Macedońskiego a w okolicy 40. innych pomników bojowników macedońskich. Oprócz tego zbudowano ponad 20. nowych budynków użyteczności publicznej, np. Sąd Najwyższy, Teatr Narodowy), brzegi Wardaru połączono Mostem Oko i Sztuki (na nich umieszczono 57. rzeźb przedstawiających macedońską kulturę). Autor wspomina też o trzech funkcjach projektu: pierwsza teatralizacyjna (miasto ma być wielką sceną pozwalającą odprawiać nacjonalistyczne rytuały, odtwarzać dzięki przedstawieniom wspólnotę), druga: dydaktyczna – ma przybliżać wartości wyznawane przez przodków.
Jednym słowem w projekcie Skopje występuje dążność do stworzenia świętej przestrzeni, stanowiącej dowód na odrodzenie życia narodowego, a wszystko to czynione jest za pomocą stylu i materiałów symbolizujących długie trwanie.

Tekstem wpisującym się w rozważania na temat sztuki, miejsca i ich wzajemnych powiązań  jest wywiad Moniki Rydygier i Natalii Żak z Mirosławem Bałką (rzeźbiarzem, rysownikiem, zajmującym się także filmem eksperymentalnym) oraz Kasią Redzisz (historyczką sztuki, Współzałożycielką Fundacji Open Art. Project). Rozmowa dotyczy kategorii miejsca, jako wyróżnika sztuki. Jest to dzieło nazwane fachowo site-specific, czyli wchodzące w relacje z daną rzeczywistością, jej właściwościami fizycznymi. Autorzy wspominają też o innych pojęciach; nowej bazie pojęciowej tworzącej się wokół powyższego zagadnienia, np. site related, czy site responsive. Temat rozmowy oscyluje w dużej mierze wokół otwockiego domu Bałki, będącego dla artysty punktem odniesienia w jego twórczości. Tworzywem stały się dla niego np. próg domu czy linoleum. Tak jak powiedział, ten rodzaj relacji ma dla niego charakter symboliczny ale i  fizyczny, a studio staje się tzw. żywicielem sztuki. Zwrócił też uwagę na aspekt ocalenia materiału, który dla jednych stanowi nic nie znaczący śmieć a dla drugich jest materiałem do stworzenia konkretnej narracji. Bałka i Redzisz omawiają w artykule kilka stworzonych przez siebie projektów, jednym z nich jest np. projekt Touch me find me, w Muzeum Sztuki Współczesnej w Helsinkach, polegający na podgrzaniu ścian  do 37, 1 stopni Celsjusza, co miało przynieść widzowi odpowiednie doznania  artystyczne. W artykule jest jeszcze więcej ważnych informacji związanych z takim rodzajem sztuki.

Dużo miejsca jest poświecone wystawie braci Gierymskich: pierwsza: Maksymilian Gierymski Dzieła, inspiracje, recepcja w Muzeum Narodowym w Krakowie, oraz druga: Aleksander Gierymski 1850-1901 w Muzeum Narodowym w Warszawie.  Artykuł informuje nie tylko o tym wydarzeniu ale przy okazji przybliża wiedzę na temat życia artystów. Dużo informacji o ich drodze twórczej oraz dokładne omówienie wystaw z ich dziełami. Autorka Edyta Gajewska wspomina też o projekcie badawczym śledzącym tajniki warsztatu malarskiego braci. W projekcie przebadano już prawie wszystkie obrazy Maksymiliana z kolekcji polskich muzeów oraz te  które przyjechały z zagranicy. Jest to projekt interdyscyplinarny łączący w sobie elementy historii sztuki, konserwację dzieł sztuki a także pracę chemika.

Oprócz tych artykułów można poczytać także m.in. o podziałach na Ukrainie (w kontekście dzisiejszych niepokojów) od strony historycznej, dryfowaniu tego narodu ku Zachodowi (z omówieniem czynników wywołujących taki stan rzeczy). Warto zajrzeć do artykułu „Nowa Europa”, gdzie  autor projektu fotograficznego „Nowa Europa” Łukasz Trzciński, opowiada o swojej pracy, o przestrzeni stereotypizaji, i o poszukiwaniu rozwiązań pozwalających oraz widzowi zinterpretować się z obrazem, którego nie można (według autora) zamknąć w jego fizycznym wymiarze. Ciekawą propozycją czytelniczą jest także artykuł „Nieznośnie wschodnia Polska”, gdzie autor Ziemowit Szczerek przedstawia o dążeniach Polaków w stronę Zachodu ucieczce w poszukiwaniu swojej słowiańskości na południu. I kolejne dwa artykuły: „Polak i Polka w naszym kinie najnowszym” oraz (szczególnie ciekawy): „Nadodrzańskie krajobrazy nieznane”, traktujący o wydanym w  2011 r. albumie André Köhlera: „Odra_Rhein_Oder_Ren Fotoessay”, w którym autor poświęca zaanonsowanym w tytule rzekom (fotografie nad Odrą zostały wykonane po polskiej stronie).

Oprócz tego w Herito wiele informacji na temat wystaw, recenzje książkowe m.in.  takich tytułów, jak (Sfinks słowiański i mumia polska autorstwa Moniki Rudaś-Grodzkiej, České snění (Pavel  Kosatík), czy „Niemiecki Wschódwyobrażenia – misja” –  (wybór i oprac. Christoph Kleßmann).

czwartek, 7 sierpnia 2014

Gra o życie



Autor:Olgierd Świerzewski
Tytuł: Zapach miasta po burzy
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014



   
Jakimi synonimami można by określić zapach snujący się w powietrzu po burzy? Co może kojarzyć się  z tym wyjątkowym uczuciem, kiedy wszystko wokół dopiero co skąpane  w kroplach deszczu, teraz cieszy oczy świeżością i czymś, czego nie da się opisać. Może tak pachnie wolność, miłość, nadzieja, albo jeszcze coś innego, co przyjdzie nagle i zaskoczy, sprawiając że zapamięta się tę chwilę na długie lata. Tak jest właśnie z powieścią Olgierda Świerzewskiego, człowieka który już dawno usłyszał z ust Tadeusza Różewicza, że jest drugim Jamesem Joycem. Nie wiem kim jest pisarz,  ale wiem, że lektura jaką zaproponował czytelnikom, pachnie bardzo dobrą prozą, epickim rozmachem i czymś jeszcze, czego w pełni nie mogę zwerbalizować, nadać temu właściwego imienia. Ale to chyba dobrze, bo zawsze to, co nienazwane do końca i nieskonkretyzowane do końca, ma moc poruszać serca i myśli, pozytywnie niepokoić.


   Już sam początek wciąga i obiecuje ciekawą fabułę. W retrospektywnych wyimkach otrzymujemy garść niezbędnej wiedzy o głównym bohaterze Olegu. Prolog ten kreśli też subtelne tło powieści, nasącza romantyzmem ale i tragizmem, intryguje. Później autor przemyca między wierszami losy Tatiany, którą poznamy z biegiem wydarzeń jako kobietę będącą obiektem westchnień  dwóch mężczyzn, dwóch mistrzów szachowych – Olega i jego odwiecznego przeciwnika Romancewa. To wprowadzenie w jej życie, ukazanie splotu niekorzystnych rodzinnych sytuacji, jest potrzebne do dalszego oglądu  wydarzeń, aby wyciągać wnioski z jej postępowania i relacji z innymi bohaterami.  Dalej już książka porywa w  nurt rwącej fabuły, mnożą się wątki, postaci pierwszo- i drugoplanowe, a co jakiś czas, w antraktach od zwyczajnego, czy może powiedzieć lepiej, niezwyczajnego życia bohaterów, siadamy do pasjonujących rozgrywek z największymi osobistościami świata szachowego. Tutaj, należą się duże brawa za dokładne, bardzo szczegółowe nakreślenie różnych technik gry, niuansów i innych smaczków, która zachwycą zapewne najbardziej wielbicieli tego sportu. Dla innych zaś będzie to spora dawka informacji, ale przedstawiona w taki sposób, że chce się je chłonąć, podpatrywać. Rozgrywki nie są, jak by się mogło wydawać, zupełnym oderwaniem od emocji towarzyszących podczas lektury, nie są zmarginalizowanym wątkiem, stanowiącym tylko tło zdarzeń. Oczywiście, można przy nich zaczerpnąć oddechu, ale na krótko. Emocje podczas rozgrywek, gdy na przeciw siebie siada dwóch mistrzów o nieprzeciętnych umysłach, kochających do tego tę samą kobietę, różniących się pod wieloma względami (charakterologicznymi i światopoglądowymi), sięgają zenitu. Szachy dla Romancewa stały się nie tylko rozgrywką prowadzoną dla siebie, dla zdobycia laurów i sławy, ale przede wszystkim swoją grą chciał oddać cześć dla kraju, dla socjalizmu. Wpisaniem się  niejako w historię Rosji. Oleg przeciwnie. On gra o sobie, walczy o siebie, i odważnie przeciwstawia temu, co dzieje się dookoła niego. Kontestuje zastaną rzeczywistość. Pragnie innej Rosji, wolności i walczy o takie życie, wraz ze swoją matką i dziadkiem Lową, Lwem Mojsiejeiwczem. Podczas zamachu stanu, kiedy czołgi wjechały do miasta, nie zastanawia się nawet przez moment, idzie wraz z innymi bronić swojego kraju. W tle mamy więc wielką Rosję, jej stopniowy upadek i powolne przemiany, jakie dotykają naród od końca klat 70-tych do roku 2000. Zewnętrzny chaos wpływa na wybory i codzienność bohaterów, generuje konkretne uczucia i zachowania. Często rodzą się no porozumienia, dramaty ale i radość z dostrzegania nikłego światełka wolności. Jedni bronią się przed nowym chcą zostac w stałych strukturach, obawiając się o swoją karierę, życie, inni poświęcają życie i walczą. Taki jest właśnie Oleg. Wszystko stawia na jedną kartę. Jeśli gra to do końca i daje z siebie więcej niż powinien. Jeśli kocha to do bólu. Zakleszczony między tymi dwiema rzeczywistościami: szachami i miłością, do końca nie umie wybrać. Są dramaty, są łzy. Nie jest on jednak postacią statyczną. Zmienia się, ewoluuje wraz z rozwojem wypadków ale przede wszystkim pod wpływem wewnętrznego rozwoju, dojrzewania i obserwacji tego, co dzieje się dookoła. Wartości, którym był wierny jako osiemnastolatek może nie zmieniły,  się ale odeszły na dalszy plan. Wiele zrozumiał, z wieloma rzeczami walczył cały czas. To czego nie chciał, albo nie umiał przewartościować, obracało się przeciwko niemu. Jedna z najboleśniejszych walk, jakie toczy ze sobą, zmusza go do pokory, powolnego powstawania z kolan do życia. 

   Także nie ma  w tej książce nudy. Postacie zmieniają się, Rosja się zmienia, a to co najważniejsze wciąż trwa i daje siłę. Autor za pomocą metafory, jaką są szachy, ukazał tak na prawdę życie jednostki ludzkiej, z jej słabościami, pasją i dążnością do zrealizowania swoich marzeń. Odnosi się wrażenie, że chodziło tu o wielką grę z samym sobą,  z życiem i drugim człowiekiem, aby po nieudanej partii wstać i grać dalej, a po wygranej, zastanowić się, po co mi to i co ja z tym mogę zrobić. Można sobie zadać wiele pytań, które pojawiają się podczas lektury i niepokoją. Można coś zrozumieć i odnieść do siebie. Najważniejsze z pytań, według mnie, brzmią następująco: Czy spełnienie pragnień i osiągnięcie każdego zaplanowanego celu zawsze przyniesie szczęście? Czy zabieganie na siłę o coś czy kogoś doprowadzi do dobra? Na pewno będą także różne pytania o uczucia. Potężną siłą okazuje się w życiu Olega miłość. Romancew podchodzi do uczucia ze spokojem a on z gwałtownością i niecierpliwością. Nie umie czekać, często nie rozumie, miota się w swoich uczuciach. Szuka u drugiej osoby czegoś, czego nie może e dostać. To rodzi  ból i frustrację. Z biegiem czasu dojrzewa do innego spojrzenia, ale to już długa historia…

   Wiele pytań, często trudnych i dających do myślenia. Ma się wrażenie uczestnictwa w tym ciągłym przemienianiu serc, sytuacji, co z kolei rodzi mocne (współ)odczuwanie. Obrazem tych nieustannych ewoluacji jest język; na początku odbija się w nim niedojrzałość, pasja i brak wyważenia aby później zaskakujecelnością w formułowaniu zdań i wyrażaniu myśli. Z napuszonego i egzaltowanego staje się spokojniejszy, a każda kolejna strona domyka trudne i niepoukładane sytuacje w życiu Olega i bliskich mu osób. Rodzi się też pewien rodzaj porozumienia, ale jak i gdzie to już, trzeba samemu przeczytać.

   Jednym słowem, warto zaznajomić się z tym zdecydowanie mocnym debiutem. Nie da się obok niego przejść obojętnie. Mimo, że podczas lektury zrodzi się ból (a zrodzi na pewno), można też w pewien sposób oczyścić się z różnych uczuć, odczuć czy schematów. Dla każdego będzie to inna burza i inny zapach jaki po sobie pozostawi. Oby taki, który daje możliwość zmiany na lepsze.   

Dziękuję autorowi za światło, jakie mi dała krótka wymiana zdań w korespondencji mailowej.
A Olegowi za list i pocztówkę z Rosji ;). Wspaniały dodatek do lektury i słowa dające do myślenia!


piątek, 25 lipca 2014

Przypadek Blanki

    Bellevue – co to takiego? Taki oryginalny tytuł zachęca na początku do poszukania odpowiednika tajemniczego słowa, a gdy się je już znajdzie, wtedy mimowolnie narzucają się skojarzenia z nim związane. Nazwa ta przypisana jest ośrodkowi pomocy społecznej w Marsylii. Czyli myśli pobiegną zapewne w kierunku starości, jej przeżywania, problemu choroby. Dalsze konotacje mogą być związane z wątkami egzystencjalnymi, eschatologicznymi, dotykać kwestii typowo ludzkich itd. Po lekturze kilkunastu stron dochodzi jednak najważniejsza konkluzja. Ta książka to przede wszystkim historia jednego człowieka, ukazanego na tle społeczności ludzi cierpiących a z drugiej strony niezdolnych do samodzielnego życia.

    Otóż mamy młodą Słowenkę Blankę, która przyjeżdża jako wolontariuszka DPS-u, aby oderwać się od szarej rzeczywistości, podszlifować swój francuski i przeżyć wakacyjną przygodę z dala od domu. O atrakcyjności oferty świadczy fakt, że cała wyprawa jest za darmo, wyżywienie, hotel a do tego w interwałach między opieką nad kuracjuszami można pozwiedzać miasto albo wyskoczyć ze znajomymi na pobliską plażę. Wszystko przedstawia się Blance w superlatywach, natomiast już pierwsze zderzenie z rzeczywistością pozostawia na jej psychice mocne, pogłębiające się z dnia na dzień rysy. Będzie je szczególnie odczuwała z każdym nowym doświadczeniem, w którym skonfrontuje się z sytuacją bólu i choroby. Zaczyna ją przerażać widok cierpienia, świadomość, że ci ludzie są skazani na łaskę i niełaskę drugiego człowieka, i tak naprawdę nic nie mogą. Te (nie)normalne wydarzenia, nie sprawiające innym wolontariuszom problemu, stają się dla dziewczyny przedsionkiem piekła. W każdym chorym i niedołężnym przegląda się jak w lustrze, jedna myśl rodzi tysiąc innych, a przerażenie graniczy z falą wzbierającej paniki, dotykającą najgłębszych pokładów duszy Blanki. Co ważne, należy wspomnieć, że w tle pojawiają się nawiązania do jej trudnej relacji z ojcem, również chorym., rozchwianym emocjonalnie człowiekiem. Tym, który odcisnął na córce piętno, z jakim dziewczyna będzie musiała się zmagać całe życie. Informacja ta rodzi jeszcze większe współczucie do Blanki, która bez garstki tabletek nie jest w stanie normalnie funkcjonować.
    Każdy dzień staje się dla niej koszmarnym zmaganiem z własnym „ja”, kruchym, zależnym od innych ludzi, podatnym na czyjeś opinie, a nawet spojrzenia. Chłopak-wolontariusz, z którym połączyły ją bliższe relacje, nie jest w stanie dać jej takiego ciepła, jakiego poszukiwała. Po pewnym czasie, w miarę jak u dziewczyny będą pojawiać się coraz silniejsze zaburzenia, pęknięcia w znajomości zaczynają się robić bardziej dotkliwsze. Blanka traci przyjaciela, a zyskuje kolejnego wroga, od których w jej mniemaniu aż się roi w Bellevue. Zewsząd pojawiają się ludzie pragnący ją ośmieszyć, zamknąć w zakładzie psychiatrycznym. A jest wręcz przeciwnie. Nasilające się fobie i wewnętrzne załamania skłaniają innych wolontariuszy do chęci pomocy, zawiadomienia rodziny itd. Blanka tego już jednak nie dostrzega. Zamknięta w pułapce własnych wizji i zatrutych myśli umiera w środku i na zewnątrz, dla siebie i dla świata. Rzuca się jak zranione zwierzę i pragnie jednego - wyrwać się z więzienia, w którym ją zamknięto, uratować siebie i rodzinę od znienawidzonego świata.
    Autorka z wielką precyzją i wyczuciem ukazała świat wewnętrznych zmagań bohaterki. Krok po kroku obserwujemy nasilający się ból, zmianę myślenia i odkrywanie prawdziwego „ja”, chorej na depresję Blanki. Można mocno odczuć jej przerażenie i bezradność, kiedy narracja wraz z nasileniem lęków dziewczyny nabiera tempa. Coraz więcej ruchu, słów, myśli, niespójnych już i nasączonych jadem podejrzliwości. Wkraczamy w iście odwrócony do góry nogami świat bohaterki. Dobrakovová idealnie „wkleiła” emocje kierujące główną bohaterką w formę, jaką obrała przy konstruowaniu świata fabularnego. Żadne słowo, uczucie, przeżycie nie góruje nad konstrukcją formalną utworu, a wręcz przeciwnie, poddaje się jej. Po ostatnim zdaniu ma się wrażenie, że zatrzymał się rozpędzony pociąg, który na początku jechał bardzo wolno, nabierał tempa, aby gnać pewien odcinek z zawrotną szybkością, bez maszynisty panującym nad pojazdem. I na końcu pisk hamulców, ostre hamowanie i niesamowita pointa, docierająca nie od razu, nieraz zapewne po głębszym namyśle, kiedy opadną emocje i wszystko powoli zacznie się układać w jedną całość. Czy ułoży?

    Książka Ivany Dobrakovovej oprócz świetnej fabuły posiada też ciekawą warstwę stylistyczną, co składa się na bardzo dobrze napisaną powieść psychologiczną. Duże znaczenie ma zastosowany przez autorkę zabieg zamiany narracji z pierwszoosobowej na drugosobową w ostatniej części powieści. W momencie krytycznym Blanka mówi do siebie jakby z zewnątrz, jakby stała gdzieś obok siebie i prowadziła rozmowę z tą drugą „ja”. Pokazuje to całkowite rozprzężenie jedności wewnętrznej dziewczyny i totalne zagubienie. Końcówka jest mocno zaskakująca. Jej dialog z najbliższą przyjaciółką już po powrocie do domu rzuca trochę inne światło na dotychczasowe zdarzenia. Jednym słowem wychodzi na to, że każdy ma swoje Bellevue, a jest nim cały świat, jakaś relacja, czy konkretna osoba. Otwarte zakończenie pozwala na własną interpretację i to stanowi o sile przekazu Dobrakovovej oraz sklasyfikowaniu jej książki, jako tej z górnej półki.

Recenzja zamieszczona po raz pierwszy na stronie Papierowych Myśli
zobacz takze