piątek, 25 lipca 2014

Przypadek Blanki

    Bellevue – co to takiego? Taki oryginalny tytuł zachęca na początku do poszukania odpowiednika tajemniczego słowa, a gdy się je już znajdzie, wtedy mimowolnie narzucają się skojarzenia z nim związane. Nazwa ta przypisana jest ośrodkowi pomocy społecznej w Marsylii. Czyli myśli pobiegną zapewne w kierunku starości, jej przeżywania, problemu choroby. Dalsze konotacje mogą być związane z wątkami egzystencjalnymi, eschatologicznymi, dotykać kwestii typowo ludzkich itd. Po lekturze kilkunastu stron dochodzi jednak najważniejsza konkluzja. Ta książka to przede wszystkim historia jednego człowieka, ukazanego na tle społeczności ludzi cierpiących a z drugiej strony niezdolnych do samodzielnego życia.

    Otóż mamy młodą Słowenkę Blankę, która przyjeżdża jako wolontariuszka DPS-u, aby oderwać się od szarej rzeczywistości, podszlifować swój francuski i przeżyć wakacyjną przygodę z dala od domu. O atrakcyjności oferty świadczy fakt, że cała wyprawa jest za darmo, wyżywienie, hotel a do tego w interwałach między opieką nad kuracjuszami można pozwiedzać miasto albo wyskoczyć ze znajomymi na pobliską plażę. Wszystko przedstawia się Blance w superlatywach, natomiast już pierwsze zderzenie z rzeczywistością pozostawia na jej psychice mocne, pogłębiające się z dnia na dzień rysy. Będzie je szczególnie odczuwała z każdym nowym doświadczeniem, w którym skonfrontuje się z sytuacją bólu i choroby. Zaczyna ją przerażać widok cierpienia, świadomość, że ci ludzie są skazani na łaskę i niełaskę drugiego człowieka, i tak naprawdę nic nie mogą. Te (nie)normalne wydarzenia, nie sprawiające innym wolontariuszom problemu, stają się dla dziewczyny przedsionkiem piekła. W każdym chorym i niedołężnym przegląda się jak w lustrze, jedna myśl rodzi tysiąc innych, a przerażenie graniczy z falą wzbierającej paniki, dotykającą najgłębszych pokładów duszy Blanki. Co ważne, należy wspomnieć, że w tle pojawiają się nawiązania do jej trudnej relacji z ojcem, również chorym., rozchwianym emocjonalnie człowiekiem. Tym, który odcisnął na córce piętno, z jakim dziewczyna będzie musiała się zmagać całe życie. Informacja ta rodzi jeszcze większe współczucie do Blanki, która bez garstki tabletek nie jest w stanie normalnie funkcjonować.
    Każdy dzień staje się dla niej koszmarnym zmaganiem z własnym „ja”, kruchym, zależnym od innych ludzi, podatnym na czyjeś opinie, a nawet spojrzenia. Chłopak-wolontariusz, z którym połączyły ją bliższe relacje, nie jest w stanie dać jej takiego ciepła, jakiego poszukiwała. Po pewnym czasie, w miarę jak u dziewczyny będą pojawiać się coraz silniejsze zaburzenia, pęknięcia w znajomości zaczynają się robić bardziej dotkliwsze. Blanka traci przyjaciela, a zyskuje kolejnego wroga, od których w jej mniemaniu aż się roi w Bellevue. Zewsząd pojawiają się ludzie pragnący ją ośmieszyć, zamknąć w zakładzie psychiatrycznym. A jest wręcz przeciwnie. Nasilające się fobie i wewnętrzne załamania skłaniają innych wolontariuszy do chęci pomocy, zawiadomienia rodziny itd. Blanka tego już jednak nie dostrzega. Zamknięta w pułapce własnych wizji i zatrutych myśli umiera w środku i na zewnątrz, dla siebie i dla świata. Rzuca się jak zranione zwierzę i pragnie jednego - wyrwać się z więzienia, w którym ją zamknięto, uratować siebie i rodzinę od znienawidzonego świata.
    Autorka z wielką precyzją i wyczuciem ukazała świat wewnętrznych zmagań bohaterki. Krok po kroku obserwujemy nasilający się ból, zmianę myślenia i odkrywanie prawdziwego „ja”, chorej na depresję Blanki. Można mocno odczuć jej przerażenie i bezradność, kiedy narracja wraz z nasileniem lęków dziewczyny nabiera tempa. Coraz więcej ruchu, słów, myśli, niespójnych już i nasączonych jadem podejrzliwości. Wkraczamy w iście odwrócony do góry nogami świat bohaterki. Dobrakovová idealnie „wkleiła” emocje kierujące główną bohaterką w formę, jaką obrała przy konstruowaniu świata fabularnego. Żadne słowo, uczucie, przeżycie nie góruje nad konstrukcją formalną utworu, a wręcz przeciwnie, poddaje się jej. Po ostatnim zdaniu ma się wrażenie, że zatrzymał się rozpędzony pociąg, który na początku jechał bardzo wolno, nabierał tempa, aby gnać pewien odcinek z zawrotną szybkością, bez maszynisty panującym nad pojazdem. I na końcu pisk hamulców, ostre hamowanie i niesamowita pointa, docierająca nie od razu, nieraz zapewne po głębszym namyśle, kiedy opadną emocje i wszystko powoli zacznie się układać w jedną całość. Czy ułoży?

    Książka Ivany Dobrakovovej oprócz świetnej fabuły posiada też ciekawą warstwę stylistyczną, co składa się na bardzo dobrze napisaną powieść psychologiczną. Duże znaczenie ma zastosowany przez autorkę zabieg zamiany narracji z pierwszoosobowej na drugosobową w ostatniej części powieści. W momencie krytycznym Blanka mówi do siebie jakby z zewnątrz, jakby stała gdzieś obok siebie i prowadziła rozmowę z tą drugą „ja”. Pokazuje to całkowite rozprzężenie jedności wewnętrznej dziewczyny i totalne zagubienie. Końcówka jest mocno zaskakująca. Jej dialog z najbliższą przyjaciółką już po powrocie do domu rzuca trochę inne światło na dotychczasowe zdarzenia. Jednym słowem wychodzi na to, że każdy ma swoje Bellevue, a jest nim cały świat, jakaś relacja, czy konkretna osoba. Otwarte zakończenie pozwala na własną interpretację i to stanowi o sile przekazu Dobrakovovej oraz sklasyfikowaniu jej książki, jako tej z górnej półki.

Recenzja zamieszczona po raz pierwszy na stronie Papierowych Myśli

poniedziałek, 14 lipca 2014

W drodze do zdrowia



Autor: Aaron Kheriaty, John Cihak
Tytuł: Katolicki przewodnik po depresji
Wydawnictwo: M
Rok wydania: 2013



   Wśród mnogości poradników i przewodników po depresji czy innych chorobach układu nerwowego, trudno znaleźć coś naprawdę rzetelnego, co będzie zawierało nie tylko znane większości porady ale i spojrzenie na problem od strony naukowej. Aby podjąć z czymś walkę trzeba to zrozumieć i starać znaleźć przyczyny a później dopiero podejmować próby wyeliminowania źródeł powstałej dolegliwości. W  Katolickim Przewodniku po Depresji autorstwa Aaron Kheriaty i Johna Cihak mamy właśnie takie dwubiegunowe podejście do sprawy, a na dodatek – szczególnie dla osób wierzących – rozbieranie depresji na czynniki pierwsze w  kluczu religii, odniesieniu do Boga i świętych.
   Po dość obszernym wprowadzeniu do lektury autorzy zaczynają przyglądać się chorobie pod kątem jej rodzajów i przyczyn. Naprawdę wiele jest w tym rozdziale rzeczy, o których można mieć tylko jakieś odlegle, mgliste pojęcie. Kolejno, pojawiają się dywagacje na temat choroby i jej związków z życiem duchowym, omówienie zaburzeń pośrednich oraz wskazanie na problem samobójstw, będących skutkiem depresji. Druga części książki ukierunkowana jest w całości na problem radzenia sobie z  chorobą, dzięki przedstawianym tu sposobach leczenia (leki, psychoterapia) oraz pomocy duchowej, ze zwróceniem uwagi na istotę Synostwa Bożego i nadzieję w cierpieniu.
Na szczególną uwagę, według mnie, zasługuje kilka przedstawionych bardzo dokładnie kwestii. Pierwsza z nich dotyczy porównania dystymii – czyli łagodnego stanu depresyjnego, do depresji typu melancholijnego, ze zwróceniem uwagi na objawy psychomatyczne występujące w przedstawionym  schorzeniu. Autorzy rozróżniają także depresję dwubiegunową (maniakalno-depresyjną) od jednobiegunowej (np. ciężkie zaburzenia depresyjne) oraz omawiają szerzej zaburzenia nerwicowe, do których zalicza się m.in. zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, zespół stresu pourazowego, panika).  Ciekawie przedstawione są także dwa typy „nocy” opisane przez św. Jana – ciemna noc zmysłów i ciemna noc duszy. Te dwa pojęcia źródłem częstych błędów  w ich rozróżnianiu od siebie a dla niektórych stają się niestety ze sobą tożsame.
Co jest główną przyczyną depresji? Jak się okazuje wypływa ona z nadmiernego poczucia winy. Dlatego też fundamentalne znaczenie w leczeniu ma fakt rozróżnienia normalnego i patologicznego poczucia winy. W naświetleniu tej sytuacji można zobaczyć zamysł autorów co do przedstawiania tematu w świetle wiary i życia duchowego – psychiatra ma moc wyleczyć człowieka od chorego poczucia winy, ale nie ma sposobu na wyleczenie sumienia ogarniętego takim samym skażeniem. Tutaj w sukurs przychodzi już pomoc osoby zaangażowanej w życie religijne (pośrednio) a w rzeczywistości nastawienie samego pacjenta, przemeblowanie swojego serca i oczyszczenie się z grzechu. O tym jak sobie radzić z depresją uczyli już dawni myśliciele, tacy jak Sokrates , Platon czy Arystoteles, a  ich myśli zaadoptowali i rozwinęli Św. Tomasz i Św. Augustyn. Chodziło im m.in. o cnoty ukierunkowujące na Boga oraz  o życie cnotami, wzrastanie w cnotach naturalnych, które wydoskonalają ludzka naturę.
Wspomina się także o psychologii pozytywnej Martina Seligmana – czyli skupieniu sie podczas leczenia na cechach pozytywnych, na tym co jest poprawne i  w czym widać jakieś światło prowadzące do szczęścia. Dalej zostały przedstawione cechy (wyodrębnione przez naukowców wiernych myśli Seligmana) będące podstawą zdrowia psychicznego i rozwoju człowieka.
Autorzy nie zapominają także o takich aspektach prowadzących do odzyskania równowagi duchowej, jak:  dieta, ćwiczenia ( obniżających jak wiadomo poziom hormonów stresu, regulujących stężenie płytek krwi, pomagających w uwolnieniu endorfiny) oraz higienę snu  i dobre kontakty z innymi ludźmi. Należy tez pamiętać o dawnej ale wciąż aktualnej regule zakonów Benedyktynów- Ora et labora (módl się i pracuj): „Świętość nie jest wyłączną prerogatywą księży i zakonników obojga płci, nie jest też zarezerwowała dla tych , którzy są zdrowi fizycznie i psychicznie. Powinna ona być celem dla każdego z  ans, także tych, którzy cierpią, walcząc z różnymi zaburzeniami umysłowymi, takimi jak depresja. Bóg wszystkich nas powołał do świętości, a że większość naszego czasu poświęcamy na zwykłą pracę zawodową i obowiązki domowe, zatem taka zwykła praca musi znajdować się pośród innych śródków prowadzących do świętości” s. 284. No właśnie,  uświęcenie się poprzez pracę łączy się z kontemplacją, czyli modlitwą. Człowiek dzięki wypełnianiu codziennych obowiązków z miłością i przyjęciu swojego cierpienia łatwiej przejdzie przez próbę choroby i będzie starał się wzbudzić w sobie chęć do życia. Właśnie tę prawdę starają się przetransportować autorzy przez kolejne karty przewodnika. Wiara nie sprawi, że stanie się cud (choć i takie się pewnie zdarzają) i ktoś nagle wyzdrowieje, bez włożenia żadnego wysiłku w dążność do powrotu do normalności. Ale współpraca z Łaską Bożą i szukane pomocy u lekarzy, daje większą możliwość w uzyskaniu pełni zdrowia, zarówno psychicznego jak i duchowego. Często zdarza mi się słyszeć takie frazesy, że ludzie niepotrzebnie wydają pieniądze na lekarzy, a wystarczyłoby iść do konfesjonału. Owszem, jest to może i prawda kiedy przyczyną choroby jest tylko i wyłącznie grzech. Natomiast wtedy, gdy człowiek cierpi na jakieś zaburzenia emocjonalne, czy jest mocno zraniony wewnętrznie, potrzebuje także fachowej pomocy psychiatry czy psychologa  A z  czasem także leków.
Także idąc po tropach Przewodnika… trzeba pamiętać, żeby duchowość łączyć z tym co ludzkie i szukać miejsc wspólnych, zaakceptować swoje cierpienie jako tajemnicę, coś co jest zakryte przez Boga przed człowiekiem, ale i coś, co ma głęboki sens.
   W książce znajduje się także masa innych przykładów dotyczących radzenia sobie z chorobą. Oprócz nich znajdziemy też wiele metod i terapii stosowanych w leczeniu depresji przez lekarzy a każda  z nich jest dobrze opisana i przypisana do określonego zaburzenia. Autorzy zadbali aby na końcu dodać kilka stron z modlitwami mogącymi służyć jako pomoc w strapieniu, nie tylko w   ciężkich depresjach ale i w zwykłych codziennych przeciwnościach losu. Warto sięgnąć po tę publikację, choćby po to aby być mądrzejszym na przyszłość i zapobiegawczym, aby pomóc sobie i innym zrozumieć cierpienie czy próbować z niego wyjść bez większych problemów zdrowotnych i uszczerbków na duszy.



niedziela, 13 lipca 2014

Spis rzeczy (nie)ważnych

Autor:   Grégoire Delacourt
Tytuł: Lista moich zachcianek
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Rok wyd.: 2013

  Pierwsza myśl, jaka rodzi się po przeczytaniu książki brzmi: jakim cudem mężczyzna tak dobrze potrafił wczuć się w kobiecą psychikę, aby napisać właśnie taką książkę? Duży ładunek emocjonalny wyrażony w ukazywaniu wrażliwości kobiecego serca i filtrowaniu codziennych, natrętnych myśli głównej bohaterki Jocelyne, to mocny trzon tej krótkiej, ale brzemiennej w psychologiczno-moralne aspekty powieści.
  Na tym tle autor umiejętnie buduje świat fabularny, stawiając w spektrum rozważań pytanie o sens życia, bogactwa i istotę szczęścia człowieka. Osobą, w której rodzą się i później konkretyzują w jakimś sensie te pytania, jest kobieta Jo, matka dwójki dzieci, niedowartościowana żona szukająca swojego miejsca i odpowiedzi na pytania, jakie stawia przed nią życie. To z jednej strony bardzo smutna kobieta. W 17. roku życia straciła matkę, później przyszła choroba ojca – udar mózgu – a wraz z nim zaniki pamięci i odzyskiwanie świadomości na sześć minut rozmowy, w których córka starała się dotrzeć do serca taty. No i mąż, oskarżający ją o śmierć córeczki. Oprócz tego Jocelyne ma także innego wroga – dręczące ją myśli o własnej bylejakości, poczuciu niedowartościowania i braku prawdziwego zainteresowania ze strony współmałżonka. Otrzymujemy zapis smętnych przemyśleń bohaterki snutych podczas codziennych czynności czy wspominania tego, co miało kiedyś miejsce. Wycieczki w przeszłość dają pełny obraz kondycji psychicznej kobiety, mocno poranionej przez życie, starającej się mimo wszystko ukonstytuować w zastanej rzeczywistości. Te małe-duże radości znajduje w tym co wydawałoby się jest prozą dnia codziennego: w nielicznych wybuchach miłości męża, w zwykłych sytuacjach, jednym słowem w roli, jaką przyszło jej w życiu spełniać. Bohaterka wydaje się być pogodzona ze sobą i nie narzeka, a jej jedyną formą sprzeciwu jest ta cicha spowiedź z życia, którą chłonie się tak, jakby były to słowa jakiejś bliskiej osoby. I można by tak dalej przeżywać wewnętrzne dylematy Jo, współcierpieć z nią i zastanawiać nad własnym życiem, gdyby nie sytuacja wymagająca od niej nowej, konkretnej i odważnej postawy. Nagle z dnia na dzień Jo staje się właścicielką wygranego kuponu lotto na 18 milionów. Po pierwszym szoku, i po obowiązkowej wizycie u psychologa tłumaczącego jej ,jak taka suma pieniędzy może zmienić życie człowieka, rodzi się masa znaków zapytania. Od tej pory Jocelyne sporządza tzw. listę zachcianek, czyli rzeczy wymarzonych przez nią i przez jej męża. Z biegiem czasu wykreśla z tego długiego spisu poszczególne pozycje i wciąż myśli co teraz zrobić, jaką drogę wybrać. Czek schowany głęboko w szafie czeka na decyzję bohaterki, a o wygranej nikt nie wie. Przez kolejne kartki książki napięcie rośnie i człowiek zastanawia się, jaki będzie finał tej sprawy. Ciąg wydarzeń przyjmuje jednak niespodziewany obrót. Zaskakuje i troszkę przeraża. Książka naprawdę wciąga. Od pierwszej strony. Nie jest to słodka powieść dla kobiet, mimo że główną bohaterką jest przedstawicielka płci pięknej. Tutaj chodzi o zupełnie coś innego. Ważą się podstawowe pytania egzystencjalne, pojawiają się kwestie związane z największą tajemnicą na świecie, jaką jest człowiek i wiele innych pytań, jakie każdy z nas może sobie zadać.
  Po lekturze warto się zastanowić co by znalazło się na mojej liście zachcianek. I czy to na pewno będzie lista opatrzona właśnie takim tytułem?

Recenzja zamieszczona wcześniej na stronie Papierowe Myśli 

Nowa księgarnia